alfabet reżyserów Bork-Boru
January 18th, 2010
Niedziela w pełni więc jeszcze bieżąca porcja reżyserów z mojej kolekcji. I chyba pierwszy raz trafiliśmy do alfabetycznego polskiego zakątka - na “Bor” Polaków ci dostatek. W zeszłym tygodniu skończyłem na Borcuchu, a tu jeszcze trzej kolejni też od nas. A oto i oni:
Mirosław Bork - ciekawa postać z przełomu systemów. Teraz to głównie pan od seriali (obyczajowych i nieudolnie komediowych) i gdyńskiego festiwalu, ale kiedyś zapowiadał się nieźle. Potrafił bowiem (z wielką pomocą Fronczeskiego) nakręcić film dla ludzi. Rzecz nazywała się “Konsul” i podoba mi się do dziś. A zobaczcie sobie:
Walerian Borowczyk - świętej pamięci świntuszek. Najpierw (w latach pięćdziesiątych) machał pyszne animacje, a potem odjechane erotyki. U nas tylko jednego, acz na podstawie klasyki - “Dzieje grzechu”. A we Francji mnóstwo - oto przykład i dowód, jak zupełnie inaczej przed laty budowano napięcie seksualne. Bo powiedzcie, że nie ma go w tej niewinnej (bo w końcu tylko z YouTube’a) scenie z “Opowieści niemoralnych”:
Jacek Borusiński - no i właśnie. Borusiński to przede wszystkim aktor. Dawnie głównie kojarzony z “Mumio”, teraz raczej już kolejne roczniki znają go z reklam telefonii komórkowej. Reżyserem był raz. Panowie Dzięciołowie zawierzyli w jego niepospolity humor i dali kasę na “Hi Way”. A ten wydał ją radośnie i równie anarchicznie jak na kabaretowej scenie. I okazało się, że na ekranie, aż tak się to nie sprawdza. Szkoda niewątpliwa, acz może kiedyś jeszcze, bardziej rozumiejąc prawidła dzieła filmowego i z lekka pokorniejszy Borusiński wróci i zastrzeli wszystkim swoim następnym filmem. Wierzę w to z racji jednej, jedynej sceny z “Hi Way”. Tej ostatniej - z bramą. Zakochałem się w niej bez pamięci i uznałem, że dla niej jednej warto było zmarnować czas na ten seans. A dla tych, którym nie chce się czekać tak długo oważ scena, acz wymagająca podprowadzenia. Sporo wcześniej (mogę coś pomieszać, bo dawno już to oglądałem) bohaterowie podjeżdżają pod taką wypasioną rezydencję i zachwycają się bramą wjazdową. Pada wręcz kwestia, że jest “wystrzelona…” czy może nawet “wyjebana w kosmos”. Potem mija pół filmu, albo i więcej. I dochodzimy do finału. Takiego:
Dla mnie cudo. Na razie.

![Validate my RSS feed [Valid RSS]](rss.png)
Treść komentarza