Kamil M. Śmiałkowski

I znowu niedziela. Jak ten 2010 szybko schodzi. No to szybciutko kolejna trójka reżyserów z mojej półeczki:

Joon-ho Bong - mistrz z Korei Poł. Absolutnie kupił mnie filmem “Host”. To możliwa tylko w dalekowschodnim kinie opowieść o potworze, która jest równocześnie pastiszem i parodią, hołdem dla Godzilli i świetnym kinem obyczajowym, dramatem i komedią. Misz-masz gatunków jaki nie przyszedłby do głowy nikomu po tej stronie Mongolii. Bong nakręcił coś wcześniej, coś później i na pewno to sobie obejrzę, ale już się tak nie śpieszę. Bo tam nie ma potworów. Ale obejrzę. Bo po “Hoście” obejrzę z pewnością wszystko tego reżysera. A jeśli jakoś przegapiliście H. oto trailerek:

John Boorman - świetny brytyjski wymiatacz. Reżyser m.in. “Piekła na Pacyfiku”, “Zardoza”, “Uwolnienia”, “Excalibura”, “Egzorcysty II”, “Generała” czy “Krawca z Panamy”. Płodny skurkowaniec. Zresztą nie tylko w tym - dzieci też ma siódemkę. Z jego dorobku (tego kinowego) najbardziej doceniam oczywiście zmierzenie się z legendami arturiańskimi w “Excaliburze” - zdecydowanie jednym z najlepszych filmów fantasy w historii. Oto np. boormanowska ociekająca krwią i błotem wersja jednej ze słynniejszych scen z mieczem na E.:

Jacek Borcuch - i zdążyłem dojść do Borcucha przed premierą kinową “Wszystko co kocham” (już w najbliższy piątek). Bo tym filmem - co powtarzałem już wielokrotnie i tu i w innych miejscach - kupił mnie absolutnie. Jako aktora lubię go tak sobie, jako reżyser do niedawna również. Mnie jakoś nie urzekły “Tulipany”, nie powaliła “Magda M.”, ale w końcu mnie zachwycił. W tym roku. W tym filmie. Odkąd wyjechałem z Gdyni powtarzałem, że nie “Rewers”, nie “Dom Zły”, tylko “Wszystko co kocham” było zdecydowanie i absolutnie najlepsze. I jakoś mnie potem nie zdziwiło, że to właśnie ten film stał się pierwszym polskim tytułem w historii zaproszonym do konkursu w Sundance. Trailer pokazywałem kilka dni temu, to może dziś teledysk z filmu. Proszę:

I tyle na dziś reżyserów. Z zaległości jeszcze może nasz onetowe zaległe pogaduchy. Sporo się tego nazbierało: “Avatar“, “Templariusze. Miłość i krew“, “Parnassus“, “Głód“, “Daybreakers - Świt“, “Ciacho“. I jeszcze nasze podsumowanie 2009 r. i parę zdań o świetach w telewizji.

A o wchłanianiu (a wciągnąłem ostatnio m.in. klasycznego Doctora Who, omnibusa Daredevila i najnowszy film z Jimem Carrey’em) już w przyszłym tygodniu.

2 komentarzy do “alfabet reżyserów Bon-Bor i coś tam jeszcze”

  1. sick pisze:

    Bonga to koniecznie “Zagadkę zbrodni”. można kupić za grosze, a to jeden z najlepszych thrillerów kryminalnych jakie nakręcono w tym wieku (jak nie najlepszy). nawet ostatnio o nim trochę u siebie napisałem: http://fullycoolture.blogspot.com/2009/12/zota-jesien_10.html

    Szkoda czekać, warto się pośpieszyć. serio ;)

  2. Kamil Śmiałkowski pisze:

    Gdzieś to mam tu na półeczce. To przesunę do przodu kolejki.

Treść komentarza

bezpośrednio: kamil@slowem.pl