Kocham komiks AD2009
January 7th, 2010
No dobra, obiecywałem i jest - mój prywatny ranking najlepszych przeczytanych w ubiegłym roku komiksów. Przeczytanych, czyli niekoniecznie wydanych w roku owym. Niekoniecznie też wydanych w Polsce. Poprzednie takie zestawienia są tu: 2007 i 2008. A oto i bieżące. Jedno zrobiłem już wcześniej - na prośbę Kuby Demiańczuka z “Dziennika” wybrałem dziesięć najciekawszych moim zdaniem komiksów wydanych w 2009 r. w Polsce. Efekty tego zestawienia są tu. Do poniższego załapała się tylko pierwsza trójka z tamtej “dziennikowej” listy. Wszak nie żyję samymi polskimi komiksami. I samymi tegorocznymi. A zresztą nie przedłużając i nie wdając się w dłuższe komentarze (je można znaleźć przy pierwotnych opisach wymienionych pozycji):

DC: The New Frontier - genialny powrót do korzeni komiksu superbohaterskiego. Powojenna Ameryka i powolne, acz nieuchronne nadejście ery superbohaterów. Tych największych (Supermana, Batmana, Green Lanterna) i tych mniej znanych, czy już trochę dziś zapomnianych, a pięknie wpisujących się w tamte realia i tamtą opowieść (od słynnej DCowskiej wyspy pełnej dinozaurów (na dekady przed Spielbergiem) do pięknego originu Martian Manhuntera). Lektura obowiązkowa dla wszystkich superbohaterskich geeków!

Fun Home - kolejny z niedługiej listy komiksów łamiących granice, stereotypy i podziały. Idealne wykorzystanie komiksowej formy do opowiedzenia czegoś istotnego, od siebie i dla jak najszerszej grupy odbiorców. Wydarzenie roku!

Ibikus - cudnej urody komiksowa adaptacja literatury. Niebanalna objętość, mięsista fabuła, kawał brutalnej XX-wiecznej historii i idealnie dobrany pomysł graficzny do narracji i treści. Jedna z tak uwielbianych przeze mnie mądrych i pięknie wchodzących komiksowych cegłówek.

It’s a Bird? - vertigowska próba skrzyżowania tematyki superbohaterskiej z autobiograficznymi komiksami o trudnym dzieciństwie i bolesnych traumach. Jak dla mnie naprawdę udana próba. Bardzo udana.

Opowieści z Hrabstwa Essex - i następna cegłówka godna uwagi. Pięknie i dyskretnie przeplatające się obyczajowe sagi rodzinne. Subtelne komiksowe mistrzostwo świata! Uwielbiam!

Rising Stars Compendium vol. 1 HC - pierwsze wielkie (pod każdym względem) komiksowe dzieło Straczynskiego w jednym tomie. Lektura obowiązkowa!

Sleeper Season One & Two - wyobraźcie sobie Jamesa Bonda w świecie superbohaterów. Albo Jasona Bourne’a. Albo Jacka Bauera. Bohater tej serii nie ma co prawda inicjałów JB, ale tym właśnie jest. Brubaker i Phillips w genialnej formie. A cała seria (24 zeszyty) zawiera się w tych dwóch sprytnych tomach.

Superman: Red Son TPB - przepiękna wariacja na Supermana. Niebanalna i nieprzewidywalna opowieść o Kal-Elu, który ląduje po drugiej stronie żelaznej kurtyny. Bardzo dobre.

Why Are You Doing This? - niezwykle powoli przekonuję się do pana Jasona. Nic z jego rzeczy dotąd wydanych w Polsce mnie nie zachwyciło. Ale to już tak! I przyznaję, że faktycznie gość ma talent. I będę sięgał po kolejne jego albumy. I mam nadzieję, że więcej z nich mnie zachwyci. Tu wychodzimy trochę z pozycji Hitchcocka, ale potem jest współcześniej i smutniej. I bardziej fascynująco. Naprawdę.

Zostawiając powidok wibrującej czerni - zaległość. Znaczy album, który w Polsce ukazał się przed 2009, ale dopiero w ramach owego roku go przeczytałem. Jedna z kilku zaległości (bo w zasadzie powinienem jeszcze do dziesiątki dopisać np. “Berlin” albo “Incala”), ale wybrałem tą w ramach akcji “Teraz Polska!” i wielkiego niespodziewanego wrażenia, jakie zrobił na mnie ten niepozorny zeszycik. Dziwnie, pięknie, mądrze i przede wszystkim nieoczekiwanie i precyzyjnie konsekwentnie wymyślona całość. I bardzo czekam na kolejne prace kolegi komiksiarza a zacięciu filozoficznym - oj, groźne połączenie dla otoczenia.
I dla równowagi szybko trzy albumy najgorsze (w sensie najbardziej rozczarowujące):

Final Crisis HC - Morrison przesadził. DC tak nadmuchało balonik przed tym crossoverem, że ciężko było sprostać zapowiedziom. A Grant chyba nawet nie próbował. Przekombinował, odjechał w sobie tylko znane regiony psychodelii i nie wrócił. Przy tym dziele Jodorowsky jest mistrzem przyziemnych pomysłów fabularnych. Nie tego oczekiwałem. Zresztą (patrząc na recenzje) nie tylko ja. Bieda.

Niebo nad Brukselą - żenująca próba skrzyżowania zaangażowania ideologicznego i porno. Pacyfibełkot i podpinanie się pod bieżące problemy świata by pokazać i sprzedać trochę wyuzdanych obrazków. Żenada.

Rocznica Urodzin Asteriksa i Obeliksa - Złota Księga - i jeszcze większa żenada. A w zasadzie wiocha. A dokładniej nekrofilia. Próba zarobienia na dziele życia Goscinnego jeszcze kilku euro. Przerażająco złe i niezabawne. A tego ostatniego Asteriksowi nie można wybaczyć.
I na dziś to tyle.

![Validate my RSS feed [Valid RSS]](rss.png)
Treść komentarza