Kamil M. Śmiałkowski

alfabet reżyserów Bag-Baj

July 20th, 2009

Kolejna niedziela - kolejni reżyserzy. Powolutku napoczynam literkę “B”:

Tomek Bagiński - wreszcie ktoś znajomy. Tomek to wciąż jeszcze reżyser krótkometrażowy i animowany, ale to się z czasem zmieni. Ba, nawet poniekąd i odpłatnie w jednej z opcji tych zmian pomagam. Ale to nie czas i miejsce, by o tym opowiadać. Na razie dość powiedzieć, że po pierwszym filmie Tomek dostał nominację do Oscara, po drugim Baftę, a właśnie skończył trzeci. Sam jeszcze wciąż nie widziałem “Kinematografu” (umówiliśmy się, że pokaże mi go w przyszłym tygodniu), tak więc znam go li tylko z oryginalnego komiksu Skutnika i trailera. O, tego:

Stuart Baird - świetny brytyjski montażysta (nawet dwukrotnie nominowany do Oscara), który potrafi ciąć kino popularne i przez lata był prawą (tą tnącą) ręką Donnera. W jego dorobku jest m.in. “Omen”, “Superman”, dwie pierwsze “Zabójcze bronie”, druga “Szklana pułapka”, “Ostatni Scout”, czy “Casino Royale”. I oczywiście - jak to w Hollywood - skoro się w czymś sprawdzał to dali mu też poreżyserować. Najpierw zrobił (zupełnie nieźle) lotniczą “Krytyczną decyzję” z Kurtem Russellem, Halle Berry i Stevenem Seagalem. Potem (tak sobie) biegany “Wydział pościgowy”, sequel “Ściganego” z Tommy Lee Jonesem, Wesleyem Snipesem i Robertem Downey’em Jr. I wreszcie w 2002 r. zupełnie spaprał “Star Trek: Nemesis”, przez co na kolejny kinowy film ST czekaliśmy do tego roku. I potem już znowu tylko montował. Ale zawsze już pozostanie jako jeden z reżyserów Star Treków. I chociaż spaprał - zawsze kawałeczek można sobie przypomnieć. Wybrałem taki z Diną Meyer (choć nie sposób jej poznać schowanej pod romulański makijaż):

Filip Bajon - polski reżyser, który ma w dorobku kilka rzeczy naprawdę dobrych, i który z czasem zajął się bardziej kształceniem młodszych niż pracą z kamerą. I słusznie - jego ostatnia “Fundacja” to spora pomyłka. Nie pierwsza zresztą. Ale nie można zapominać, że kiedyś były: “Aria dla Atlety”, “Limuzyna Daimler-Benz”, “Wahadełko”, “Magnat”. Ostatnim (acz już też nie do końca) udanym filmem Bajona była “Sauna” z 1992 r. Już w niej Bajon trochę przedobrzał z łopatologią dialogów, prostactwem konceptów (wizualnych i fabularnych), takim sobie humorem. Później było jeszcze gorzej: “Lepiej być piękną i bogatą”, “Poznań 56″ czy “Przedwiośnie” to już mniej lub bardziej spektakularne porażki. Ale zajmijmy się czymś pozytywnym. Oto spory kawałek “Sauny”, w którym pięknie bryluje spocony Bogusław Linda:

To jeszcze trochę wchłaniania:

Zostawić Las Vegas
DVD: Zostawić Las Vegas - ależ się ten film zestarzał. I zinfantylniał. Kilkanaście lat temu gdy oglądałem go po raz pierwszy, był czymś wydawałoby się mądrym, ciekawym, ważnym itp. I przestał. Dorosłem, trochę w życiu widziałem, trochę przeżyłem, zrozumiałem. Dziś sama idea uroczego, estetycznego i pozytywnego zademonstrowania jak pan się bierze i zapija na śmierć wydaje mi się żałosna. Cage tu tak pięknie się wykańcza (aż Oscara dostał), to przecież takie romantyczne i słuszne. Się wziąć i zapić. Noż, kurwa. To przecież wiocha - śmierdzi na kilometr. Tak jak powinien śmierdzieć Cage w tym filmie - zarzygany, żenujący, obsikany, okradający znajomych, nieprzytomny itp. Tak wygląda końcowe stadium alkoholizmu. Owszem, o tym się mówi ciut w tym filmie, ale na mówieniu się kończy. Bo przecież to grzeczna hollywoodzka produkcja z uroczą prostytutką o złotym sercu i uroczą śmiercią, która ma wzruszyć, a nie zniesmaczyć. Muszę pamiętać, by już nigdy do tego filmu nie wracać.

ST Enterprice sezon 7
Star Trek: Enterprice 4/13-16 - ten sezon jest naprawdę dobry. Może producenci zdawali sobie sprawę, że to już koniec i starali się wcisnąć tu jak najwięcj wątków, fabuł, znaczących rozwiązań poszczególnych tematów itp. W tej porcji najpierw w dwóch odcinkach wyjaśnia się romulański spisek, który miał namieszać w regionie, a dzięki Archerowi zakończył się efektem wręcz przeciwnym - rasy dotąd skłócone zaczęły się zbliżać i pewnie lada płyta powstanie dzięki temu Federacja. Potem kolejne dwa odcinki równocześnie wprowadziły Sekcję 31, wyjaśniły (nawet logicznie) problem klingońskich czół i pokazały jak przejść pomiędzy statkami pędzącymi z Warp 5.2 (po linie). Świetne.

Z archiwum X 9
Z archiwum X 9/13-16 - przedostatnia płyta Archiwum. Najpierw jakoś nieprzekonujący i nierozbawiający mnie odcinek numerologiczny “Improbable” (a może po prostu uśmiech Burta Reynoldsa działa na mnie li tylko wkurwiająco), potem dla odmiany “Scary Monsters” - oczywisty w założeniach, acz rewelacyjnie skonstruowany i zagrany odcinek o sile wyobraźni. Doggett i jego brak tejże okazuje się najsilniejszą bronią FBI w tej sprawie. “Jump the Shark” to piękne zabawne i wzruszające zarazem epitafium dla Samotnych Strzelców. Trzech geeków, którzy przez dziewięć sezonów wspierali Archiwum X, a nawet załapali się na pół sezonu własnego serialu (mam go i obejrzę jak tylko skończę “Archiwum X”) tu doszli do końca swej drogi. I odeszli, tak jak żyli - walcząc z tajemniczym spiskiem. I trochę to było smutne. Ale nie tak, jak następny odcinek - “William” - oto powraca (nie pierwszy raz w tym serialu) dawno zabita postać i tak miesza, że w efekcie Scully rozstaje się ze swym synem, kilkumiesięcznym tytułowym Williamem. Ale mi było przykro…

Doctor Who - Horror of Fang Rock
Doctor Who: Horror of Fang Rock - i ostatni jak na razie “Doctor Who” w mojej kolekcji. Tym razem (zgodnie z tytułem) horror z 77 r. (doktor nr 4 - Tom Baker) o jatce w pewnej latarni morskiej na początku XX w. Trup ściele się gęsto (i to w kolorze), a doktor i jego pomocniczka Leela (ostra laska) robią co mogą, by ujść z tego z życiem. Okazuje się (nieomal jak w “Archiwum X”), że za wszystkim stoją źli kosmici, a w łomotaniu złych kosmitów Doktor zawsze był dobry. I zdecydowanie - muszę sobie sprowadzić więcej “Doktora Who”!!!

Stargare Box
Gwiezdne wrota 5/1-4 - początek kolejnego sezonu. Najpierw oczywiście rozwiązanie cliffhangera i to stopniowe - SG-1 wraca z innej galaktyki, po drodze załatwiając Apophisa i pająki z lego, a w drugim odcinku leczą Teal’ca, któremu pomiędzy sezonami wyprano mózg i znowu wierzy w boskość Goald’ów. Potem odcinek o romansie między major Carter a przystojnym kosmitą (powtórka ze “Starmana”) i wreszcie nawet oryginalna opowieść o rasie kosmicznych kameleonów, z których jeden dołącza do SG-1. W dwóch ostatnich odcinkach pojawia się nowy schwarzcharakter - pułkownik Simmons, wojskowy psycholog, który ma wyraźnie złe zamiary w stosunku do bohaterów serialu. I pewnie jeszcze nie raz tu wróci. A gra go niezapomniany Q ze “Star Treka” - John De Lancie.

Księga przeznaczenia
Literatura: Brad Meltzer - Księga przeznaczenia - trochę mi zeszło nad tą powieścią (bo i miałem kilkutygodniową amerykańską przerwę w czytaniu). Oto nowy (w Polsce, bo w nowojorskim metrze widziałem reklamy jego następnej powieści “Book of Lies”) Brad Meltzer, czyli nadzwyczaj sprawny pisarz i scenarzysta komiksowy (o jednym z jego komiksów poniżej) i jego fabuła o polityce, tajnych służbach, prawie i wielopiętrowych spiskach. Pierwsze powieści BM były klonami z Grishama, ale trzeba przyznać, że gość pięknie ewoluował. Oto sekretarz prezydenta zostaje ranny podczas zamachu. Oczywiście zamachu na prezydenta. Prezydentowi nic się nie stało, ale zginął zastępca szefa sztabu. Mija osiem lat. Ex-prezydent jest z wizytą na Filipinach, towarzyszy mu dawny sekretarz (mocno oszpecony po zamachu), który nagle natyka się na zastrzelonego przed laty kolegę. Brzmi to dość Ludlumowo, ale Meltzer inaczej prowadzi później akcję, zdecydowanie mniej linearnie i szerzej niż twórca Bourne’ów. Kawał porządnej sensacyjnej lektury pełen faktów z amerykańskiej historii, współczesnych politycznych realiów i mięsistych charakterów.

Deogratias
Komiks: Deogratias - tragedia Rwandy w sprawnym komiksowym ujęciu. Po pierwszym, jak dla mnie poronionym podejściu do kolekcji XXwiekXXI (”Niebo nad Brukselą“) teraz jest trafienie w punkt. Oto mocny, uczciwy komiks o jednym z największych ludobójstw XX wieku, które większość świata miała w dupie. Oto opowieść o śmierci od środka, o spustoszeniu, jakie robi ona wśród tych, co przeżyli. I że raz rozpoczęte mordowanie nigdy się nie kończy. A wszystko tak wymyślone fabularnie i narysowane, by maksymalnie wykorzystać potencjał komiksu jako formy przekazu. To nie jest łatwa opowieść (w sensie tematu, w sensie struktury, czy prowadzenia narracji), ale z całą pewnością warta wysiłku. A przy tym zadziwiająco (jak na dzisiejsze standardy) niedroga. Tym bardziej przeczytajcie.

Zaczarowana Altana 3
Zaczarowana Altana - Podróż Trzecia - chwaliłem już podróż pierwszą i drugą - chwalę też i trzecią. Znowu Sławek Kiełbus i pani Ewa Karska wykonali kawał porządnej rzemieślniczej roboty. Kolejny bydgoski komiks promocyjny opowiadający o pięknie i historii tego miasta. Trochę to taka moda teraz, by miasta wydawały komiksy promocyjne. Z tych, które miałem w rękach ten jest absolutnie najlepszy. Świetny, prosty scenariusz, idealnie rymujące się i rytmicznie opowiadane teksty (nie tylko w dialogach), dynamiczna i sympatyczna kreska Sławka. Tak trzymać. Nie mam oczywiście pojęcia na ile jeszcze podróży wystarczy historia Bydgoszczy, ale pewnie jeszcze na niejedną. Bo ja np. nie wiedziałem, że tam jest jakiś kanał łączący Wisłę z Berlinem i kto kazał go wybudować. A teraz wiem. I dobrze.

The Hulk 100 Project
The Hulk 100 Project - oto idealne połączenie mojej hulkowej pasji kolekcjonerskiej z charytatywnością. Ten album to nic ponad 100 (a nawet 120) okładek z Hulkiem narysowanych specjalnie na tę okazję przez mnóstwo popularnych amerykańskich rysowników. Dochód z albumu (i z aukcji oryginalnych prac - w tym oczywiście już nie brałem udziału) zasilił The Hero Initiative, czyli fundację pomagającą twórcom komiksów znajdujących się w potrzebie. Zacna idea, więc podczas konwentu w Filadelfii z radością zasiliłem ich kasę i nabyłem sobie to wydawnictwo. A w środku obok mnóstwa świetnych rysunków również wstęp Petera Davida (no bo kogoż?) i świetne posłowie dr Jamesa Kakaliosa z Uniwersytetu w Minnesocie, który usiłuje naukowo wytłumaczyć jak to możliwe, że Bannerowi przy przemianie w Hulka nie spadają spodnie. Fascynujące.

24Seven
24Seven - kolejna Image’owa antologia komiksów - tym razem tematem były roboty. Pomysł fajny i nośny, acz niestety w większości zmarnowany. Bo zdecydowana większość twórców stworzyła po prostu mniej lub bardziej realistyczne opowiastki o życiu w wielkim mieście podmieniając li tylko ludzi na roboty. Jakoś dla mnie to za mało, by uznać te komiksy i całą antologię za udaną. Co oczywiście nie zmienia faktu, że kilka komiksów było godnych uwagi, ale naprawdę dobrze zapamiętałem tylko jeden: “The Firemen” (Fabio Moon/Gabriel Ba), gdzie strażacy służą do podpalania budynków, w których zabarykadowali się przestępcy. Gdy ci już wyskoczą oknami i zostaną złapani i związani przez policję, strażacy się zwijają.
- A co z ogniem? - pyta jeden z policjantów. Strażak na to:
- Piękny, prawda? - i odchodzi.

Howard the Duck - Media Duckling
Howard the Duck - Media Duckling TPB - twórca Kaczora Howarda, Steve Gerber uparcie od półtora roku nie żyje, ale nie znaczy to, że nie będzie więcej komiksów o sarkastycznym kaczorze. Uprzedzam, jeśli znacie go tylko z filmu, to w ogóle go nie znacie - kinowy “Kaczor Howard” był jedną z największych pomyłek w życiu George’a Lucasa. I Steve’a Gerbera również, bo to jego dziecko zostało tam straszliwie popsute i zbeszczeszczone. Prawdziwy Howard to kawał kaczego skurczybyka, który jest wściekły na nasz świat w którym niestety przyszło mu żyć i wciąż daje innym to odczuć. I oto najnowszy komiks o jego przygodach w którym Gerbera godnie zastępuję Ty Templeton, a rzecz o mediach, które rządzą naszym światem i które potrafią wszystko przeinaczyć. Obok Howarda i jego uroczej i zwykle roznegliżowanej współlokatorki Beverly w tej opowieści występują jeszcze m.in. She-Hulk i prezydent Bush. Czyż trzeba większej zachęty? Dodatki: historyczny pierwszy “Howard the Duck” Gerbera i Brunnera z 1976 r. i kawałek “Civil War: Choosing Sides” z którego wynika, że Akt Rejestracyjny Superbohaterów w niektórych wypadkach (np. gadającego kaczora z równoległej rzeczywistości) nie ma specjalnie sensu.

Star Wars Komiks WS 1 Star Wars Komiks 6/09 Star Wars Komiks 7/09
Star Wars Komiks Wydanie Specjalne 1/2009 i 6/09-7/09 - urocza świeża porcyjka polskojęzycznych komiksów SW. Najpierw wydanie specjalne z Bitwą o Jabiim - jedną z większych batalii Wojen Klonów. 96 stron ciągłej walki w której Jedi padają jak muchy. Dość przewidywalne, ale i tak niezłe (choć ciągłe powtarzanie redakcji, że “wielu uważa, że to jeden z najlepszych komiksów Star Wars” to spora przesada. Twierdzę to z perspektywy mnóstwa przeczytanych gwiezdnowojennych fabuł. Jest dobrze, ale do najlepszych stąd jeszcze bardzo daleko). I jeszcze dwa normalne numery miesięcznika. W czerwcowym spodobała mi się (może przez reminiscencję, bo czytałem ją już kiedyś w oryginale) niebanalna i niestereotypowa “Opowieść Yaddle: Istota z podziemi”, czyli origin żeńskiej Yody zasiadającej w Radzie Jedi, a w lipcowym lekka i zabawna opowiastka “Rozbitkowie” Lucasa Marangona - tekst o siku rządzi.

DC Universe: Last Will and Testament
DC Universe: Last Will and Testament - a to obiecany wcześniej komiks ze scenariuszem Meltzera. Jakoś przegapiłem go rok temu - nie doczytałem, że to one-shot i przekonany, że będzie to miniseria, którą sobie potem kupię w TPB nie zamówiłem go, gdy wychodził. Ale teraz znalazłem w jakiejś komiksiarni i nabyłem. I oczywiście (jak to u Meltzera) było warto. Bo oto świat się kończy (to lekki spin-off do “Final Crisis” Morrisona) i różne postacie DC różnie na to reagują. Główną osią fabuły jest opowieść o trzeciorzędnym herosie Geo-Force, który chce wykorzystać ostatnią okazję, by zemścić się i zabić drugo-, no może momentami pierwszo-ligowego złoczyńcę Deathstroke’a. I to świetna, dobrze poprowadzona i mądra opowieść, ale co chwila przerywamy ją, by zobaczyć jak tej ostatniej nocy na Ziemi zachowuje się Wonder Woman, Batman z kolegami, Superman z tatą, czy taki np. Captain Cold. Troszkę patosu, troszkę wzruszenia - wszystko świetnie rozrysowane przez Adama Kuberta wspomaganego na niektórych panelach przez tatę. Świetny komiks.

Daredevil vs Vapora
Daredevil vs Vapora - kolejny (wart chyba pół dolara) objaw mojego kolekcjnonowania wszystkich komiksów z Daredevilem w tytule. Oto charytatywny zeszycik sprzed lat kilkunastu w którym walczy on z benzyną. Naprawdę. Fabuła, w której DD ratuje ludzi z płonących mieszkań ma uświadomić czytelnikom, że benzyna to jest paliwo do samochodów, a nie środek czyszczący, który należy w dużych ilościach trzymać i używać w mieszkaniach. Tytułowa Vapora to lekko upersonifikowane opary benzyny, które z radością pochłoną życie niewinnych dzieci, a nawet samego superbohatera. Wow.

Captain Universe Daredevil
Captain Universe/Daredevil - i jeszcze jeden zeszyt z tej samej kupki. Oto w Daredevila wciela się Captain Universe - nadmoc, która pojawia się czasem w universum Marvela dodając w szczególnych chwilach poweru poszczególnym herosom (jedna z takich opowieści była w TM-Semicowych “Spider-manach”). Tu wyszło nawet dość ciekawie, bo obok powrotu wzroku, moc owa przeładowała pozostałe zmysły DD utrudniając mu codzienne obowiązki, aż był zmuszony poprosić ją, by go opuściła. I tyle.

Daredevil 115
Daredevil #115 - a to już w miarę bieżący numerek DD i zakończenie sagi “Lady Bullseye”. Koniec trzeba przyznać dość zaskakujący, bo kilkuodcinkowa łomotanina kończy się bardzo ciekawą propozycją. Brubaker najwidoczniej ma zamiar zrobić swemu następcy analogiczne kuku jakie sam zaliczył od Bendisa, czyli przekazać serię w momencie ostrego clifhangera i w pełnym biegu. Nie mam nic przeciwko.

Wednesday Comics 1
Wednesday Comics #1 - załapałem się na premierę tego wydawnictwa dokładnie w ostatnim dniu mego pobytu w Nowym Jorku. W USA już od kilku dni jest dostępny numer 2 (to tygodnik), a ja właśnie skończyłem sobie czytać #1. Może o tym słyszeliście? Czterokrotnie większy format (po prostu gazetowy. Sprzedają to po złożeniu w cztery. Na obrazku widać numer w połowie rozłożony) i jednoplanszowe komiksy. 15 komiksów. W sumie będzie 12 numerów tej gazety, a potem pewnie jakieś wielkie TPB, ale tym razem stwierdziłem, że chcę to w odcinkach. No to przeczytałem sobie numer pierwszy. I pięknie on pokazuje jak różnie do takiego samego wyzwania podchodzą różni twórcy (a trzeba przyznać, że DC zgromadziło naprawdę zacny zestaw nazwisk). O wszystkich nie ma co pisać, ale oto co ciekawsze: “Batman” Azzarello i Risso - sporo fabuły, trochę czytania, ciekawy wstęp do czegoś i dobry cliffhanger; “Kamandi” Gibbonsa i Sooka - bardzo fajnie złapany klimat dawnych komiksów gazetowych;”Superman” Arcudiego i Bermejo - ładny, ale jak plansza w zeszycie, za mało by porządnie wciągnąć; “Green Lantern” Busieka i Quinonesa - dobre. Dokładnie tyle i tak jak trzeba. Poczułem się, jak przed laty czytając komiksy na ostatniej stronie “Świata Młodych”; “Metamorpho” Gaimana i Allreda - dwa świetne nazwiska, a efekt nijaki-taki. Nie wciągnęło mnie; “Strange Adventures” Pope’a - rzecz o Adamie Strange, czyli kosmiczne jazdy. Kreska Pope’a niespecjalnie nadaje się do takich łatwoprzyswajalnych jednoplanszówek, ale fabułka broni się zupełnie, zupełnie; “Supergirl” Palmiotti’ego i Conner - fajne, zabawne, dowcipne, z puentą i ciągiem dalszym. Conner ciut poszła na łatwiznę z rozplanowaniem planszy, ale i tak jest dobrze; “Wonder Woman” Caldwella - zdecydowanie największa i najgęstsza robota w zestawie. Tu jest tak z cztery normalne plansze naćkane i nawciskane w malutkich kadrach. Ale źle to nie wygląda. I dobrze się czyta; “Sgr Rock” Kubertów (wymyśla Adam, rysuje Joe) - no nie narobili się, ani fabularnie (całość to jedna scena przesłuchania przez nazistów), ani obrazkowo (9 dużych kadrów, zwykle nawet bez tła), ale w końcu Joe swoje lata już ma. A Adam na co dzień nie jest od scenariuszy; “Demon and Catwoman” Simonsona i Steelfreeze’a - już zestawienie w tytule mi się podoba. Fabuła to na razie coś w rodzaju prologu, ale ładnie rozstawia postacie, a klimat rysunków Steelfreeze zadziwiająco dobrze pasuje do takiej konwencji - wielkiej planszy, a co za tym idzie też sporych kadrów. Dobre; “Hawkman” Bakera - a mi się wydawało, że to Kuberci się nie narobili. Baker odwalił fuchę pięcioma wielkimi kadrami, opisującymi właściwie jedną sytuację bez żadnej rozwijającej się fabuły. Raczej się chłopina skompromitował przy kolegach… I tyle. Fascynujący eksperyment z tą wielką komiksową gazetą i jak na razie - po pierwszym numerze więcej zdecydowanie pozytywów niż rozczarowań. Tak trzymać.

Angel 16
Angel #16 - kolejne uzupełnienie dziurki w moim czytaniu serii o dobrym wampirze (kurczę, jak Whedon wymyślał tę postać, to było nawet oryginalne, a teraz gdzie nie spojrzeć, to same przyzwoite wampiry o dobrych zamiarach). W tym zeszycie Angel & S-ka wydostają się powoli z piekła (dosłownie) w którym spędzili ostatni kilkanaście zeszytów. Wydostają się w sposób dość ekstremalny, więc polecam samodzielną lekturę. Warto.

Deathblow 28
Deathblow #28 - to się nazywa szczęście kolekcjonera. Ostatni brakujący zeszyt z danej serii. Teraz mam już cały 29-zeszytowy run opowieści o najlepszym żołnierzu uniwersum Wildstorm. I co ciekawe na koniec zdobyłem ten odcinek w którym Cray (oczywiście ocalając ludzkość) poświęca się i ginie. Choć, jak się przekonacie poniżej, oczywiście, nie do końca…

Dark Reign Elektra 3
Dark Reign: Elektra #3 - a na koniec jeszcze kilka świeżych zeszycików. Elektra jak zwykle rządzi. Czy ranna, czy przykuta, czy w bieliźnie - wciąż jest najniebezpieczniejszą kobietą w świecie Marvela. I choć po wyznaczeniu nagrody za jej głowę wszyscy inni niebezpieczni zaczynają na nią polować, to wciąż nie wystarcza, by ją pokonać. I za to ją lubię. A Zaca Wellsa, za to, że tak dobrze to opowiada.

Incredible Hercules 129
Incredible Hercules #129 - ta seria jest naprawdę świetna. Bo pierwszych nieśmiałych próbach teraz Pak i Van Lente coraz mocniej i głębiej sięgają po pomysły, postacie i wątki z mitów greckich i wplatają je do współczesnego Marvela. I wychodzi im to naprawdę zacnie. Już nie tylko Hercules, Atena czy Hera pojawiają się w tej serii - w tym zeszycie mamy opowieść o śmierci, wniebowstąpieniu i małżeństwie Herculesa z Hebe, Cerbera, Charona i cudny holl Hadesu, który jest po prostu kasynem. W nim czekają na swe dalsze losy dziesiątki postaci uśmierconych w Marvelu i nie tylko (np: Havok, Goliath, Wasp, Elvis. Nie zdążyli dorysować Michaela…). No a potem jest wreszcie sam Hades (i miejsce i osoba) i kolejna spora porcja marvelowskich łobuzów, którzy są jego stałymi rezydentami. I niestety w tym momencie się skończyło…

Skaar 11
Skaar #11 - tu aż tak chwalił nie będę. Pak w tej serii z jednej strony opowiada coś a’la dawne Hulki sprzed dekad, a z drugiej podprowadza do zwarcia Hulk sr vs Hulk jr, które ma być wstrząsające (w skali sejsmicznej). Może i będzie. Ale i tak obaj przeżyją i tak znowu się rozejdą w swoje strony i tak nic z tego nie wyniknie. Mdłe to jakieś jest, to i się nie zachwycam.

Wildcats 11
Wildcats #11 - rozpierduchy ciąg dalszy. I to takiej beznadziejnej (tytuł odcinka to “Alamo”). Ladytron sama tłucze się z Deamonitami, reszta na Hawajach walczy z Majestikiem. Jedna i druga walka są raczej dość rozpaczliwe. I nie rozstrzygają się w tym zeszycie. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze “Deathblow”. Od kilku miesięcy Wildstorm dokłada do swych komiksów coś na koniec. Po kilka planszy. Które w sumie (kupując wszystkie zeszyty z danego miesiąca) dają pełną opowieść. Zawsze w “Wildcats” jest początek. Dotąd nic ciekawego dla mnie tam nie było, ale tym razem jest - “Deathblow”. Ponieważ innych tytułów nie zbieram, pozostaję w nadziei, że z czasem wyjdzie to w całości w jakimś zbiorczym wydaniu, a tymczasem przeczytałem sobie te pierwsze cztery strony. I Michael Cray wraca. One and Only (bo były już próby klonowania go, czy jakichś dziwnych psychodelii. Robili to m.in. Alan Moore, czy Azarello). Tu wraca oryginał, bo okazuje się po prostu, że wbrew wszelkim dotychczasowym faktom i wydarzeniom on też ma super-moc. Tyle, że wcześniej nie miała ona okazji się uaktywnić. Tą mocą jest po prostu nieśmiertelność. Fajnie, nie?

No i zczyściłem już kupkę z zaległościami - mogę do nowego tygodnia podejść z czystym sumieniem. To podejdę.

8 komentarzy do “alfabet reżyserów Bag-Baj”

  1. badday pisze:

    Trochę nie w temacie wpisu. Mam pytanie o serial HOUSE. Zachęcony pochlebnymi komentarzami miałem zamiar kupić sobie polskie DVD z I i II serią. Jednak znajomy który widział odcinki oryginalne w amerykańskiej tv zauważył że TVP emituje serial z zupełnie inną ścieżką dźwiękową niż w USA. Teraz pytanie, która ścieżka jest na polskich DVD? Ta oryginalna czy ta emitowana przez TVP. Wiesz coś na ten temat?

  2. Kamil Śmiałkowski pisze:

    Nie mam pojęcia. Widziałem tylko DVD i było fajnie. Ale co znaczy “zupełnie inna ścieżka dźwiękowa”? Co innego mówią?

  3. badday pisze:

    Pisałem w pośpiechu. Oczywiście chodzi o ścieżke muzyczną, inne piosenki są jako tło podczas niektórych scen w serialu, Inna także piosenka z czołówki.

    Podobnie było z wydaniem Dawson Creek na DVD(angielskim, w Polsce w ogóle nie wydali)
    Tłumaczono się tym że nie dogadano się finansowo z tamtymi wykonawcami i zastąpiono ich ,,gorszymi” = tańszymi.
    A w takich serialach to właściwie dobrana muzyka tworzy w znacznym stopniu klimat. Więc niechłodno jeśli wydania DVD House’a też są tak zmienione.

  4. Kamil Śmiałkowski pisze:

    OK. To już rozumiem. Nie znałem sprawy. Ale to zupełnie możliwe. Jest o tym troszkę na IMDB: http://www.imdb.com/title/tt0412142/alternateversions
    ale jak jest u nas nie wiem. Podejrzewam, że jest po prostu inna wersja na USA i inna na Europę. I tyle.

  5. badday pisze:

    Wynika z tego że tylko czołówka inna, czyli nie jest źle. Chociaż akurat “Teardrop” to zacny utwór jest:)
    Anyway, dzięki. Nie wiedziałem że IMDB pomocny może być także w takiego rodzaju problemach:)

  6. Dominik pisze:

    Witam!!

    Czytałeś może mini-serię Marvela “Doom”Chuck’a Dixona i Leonardo Manco? Jeżeli tak, to czy warta jest poświęcenia czasu i pieniędzy. W sumie uwielbiam Dr.Doom’a jako postać. Ale nie lubię słabych scenariuszy.

  7. Kamil Śmiałkowski pisze:

    Niestety, nie znam.

  8. cedro pisze:

    100% zgody, co do Bajona. Ale jego Magnat… genialny!

Treść komentarza

bezpośrednio: kamil@slowem.pl