Kamil M. Śmiałkowski

w przerwie kota

April 1st, 2009

Muszę przyznać, że “Prawdziwa historia kota w butach” a dokładniej tłumaczenie tego filmu pochłonęło mnie całkiem i w zasadzie prawie nic poza tym dzisiaj nie robiłem, rozważając jak przetłumaczyć np. księżniczkę śpiewającą “Bo miłość to cygańskie dziecię”, tak żeby dało się to zaśpiewać. Księżniczka przede wszystkim powtarza tam dziesiątki razy “L’amour” i to oczywiście z akcentem na ostatnią sylabę co słabo się przekłada na naszą “miłość” akcentowaną zupełnie inaczej…
W krótkich przerwach na doładowanie zaglądałem sobie do sieci, zarejestrowałem się na nowym forum WRAKa (mam nadzieję, że znacznie bardziej wyluzowanym niż inne), patrzę co na zaprzyjaźnionych blogach, czy obserwuję np aukcję oryginalnych prac KRL-a (lekko zawstydzony swoją żenującą próbą kupienia ich za grosze). A przy okazji - od tygodnia zapominam polecić świetny artykuł na jednej z komiksowych stron. O seksie, goliźnie i amerykańskich komiksach z superbohaterami. Jak dla mnie - genialne połączenie. I dobrze napisane. I z obrazkami. Więcej takich artykułów!
I w sumie jedno, co przez cały dzień obejrzałem to trochę Star Treka:

ST DS9 sezon 2
DVD: Star Trek: Deep Space Nine 2/9-12 - kolejne odcinki koncentrujące się na poszczególnych oficerach DS9: kapitan flirtuje ze zjawą, Kira zaporzyjaźnia się z imigrantami z Gammy, Quark ma konkurenta, doktor i O’Brien grają w kosmicznego squasha a Odo przestaje być sobą. Porządne, standardowe, zawodowe telewizyjne sf. To lubię!

Na szybko spisane 2
Komiks: Na szybko spisane 1990-2000 - wracając do sterty przeczytanych i nieopisanych komiksów. Oto przegapiony wcześniej drugi tom Śledziowej opowieści o dorastaniu. Sam nie wiem, czemu go przegapiłem, skoro jedynka tak mi się podobała. Ale stało się - teraz więc czas nadrobić. Naczytałem się jedynie opinii o tym tomie, że już nie takie dobre, że utraciło impet, że wtórne itd. I w ogóle nie rozumiem tych zarzutów. To jest dalej świetne. Konsekwentne i równie klimatyczne jak jedynka (choć nie są to już klimaty dostępne wszystkim - niektóre mi np. niekoniecznie). Ale z przyjemnością przeczytałbym dziesiątki takich komiksów, by poznać najróżniejsze nieznane i niedostępne mi środowiska okołopopkulturowe. Bo Śledziu umie opowiadać. Tak, że wciąga. Tak, że mimo zupełnie różnych środowisk, mimo dekady różnicy pomiędzy mną a śledziowym bohaterem rozumiem go świetnie. Może to po prostu ponadpokoleniowe i ponadśrodowiskowe porozumienie nerdów, ale gdzieś pod koniec liceum i na początku studiów byłem (psychologicznie) w podobnym miejscu. Albo tam mi się dziś wydaje. Jeśli to tylko to drugie, to tym większa w tym siła Śledzia, jego kreacji i umięjętności opowiadania. I obiecuję, że trzeci tom (gdy się pojawi) kupię w dniu premiery.

Basnie 4
Baśnie - Marsz drewnianych żołnierzyków - rewelacja. Po trzech tomach niezłych opowieści i rozstawiania pionków na szachownicy Willingham pokazał jaki power tkwi w jego pomyśle. Oto pierwsza bitwa tej wojny - baśniowe stwory kontra armia drewnianych żołnierzyków ich wroga. I wbrew tytułowi - to nie je bajka. To świetnie opowiedziana skomplikowana dorosła historia, w której krew i tortury i śmierć są na serio. A w zestawieniu z postaciami Czerwonego Kapturka, Pinokia, czy Śnieżki daje to potężnego kopa, jak mało co w bieżącej popkulturze. A staram się ją śledzić we wszelkich współczesnych przejawach. Bo choć pomysł z brutalnymi baśniami jest tak naprawdę powrotem do ich źródeł, a ich mieszanie, czy “dojrzałość” nie jest chwytem oryginalnym to seria Willinghama wygrywa właśnie dzięki temu, że jest serią. Że jest epicką komiksową opowieścią, która powoli się kumuluje, powoli wybrzmiewa, która snuje się przez lata. I może nigdy się nie skończy…

SW Dziedzictwo Smocze Szpony
Star Wars: Dziedzictwo - Smocze Szpony - trzeci tom najdalej wysuniętej w przyszłość fabuły SW. Ponad 130 lat po “Nowej Nadziei” Cade Skywalker (najprawdopodniej prawnuk Luke’a) zostaje pochwycony przez bieżących Sithów pod wodzą Darth Krayta. A potem jego koledzy i rodzina go odbijają. Wszystko w klimacie, estetyce i poetyce sagi, więc kręci jak trzeba. Przy okazji w tym tomie dowiadujemy się kim jest Darth Krayt i to nawet zabawne. Rzecz wyłącznie dla starwarsofilów, ale w końcu nie jest nas mało…

SW Komiks 18
Star Wars Komiks 3/2009 - …skoro nawet mamy własną gazetę z komiksami. Tym razem redaktorom należą się brawa za koordynację, bo oto równolegle z tomem (p. wyżej) w którym ujawniono tożsamość Darth Krayta dostajemy komiks rozgrywający się subtelne półtora stulecia wcześniej w którym tenże (jeszcze pod innym imieniem) walczy w Wojnach Klonów ramię w ramię z Anakinem S. Czyli oto opowieść o dwóch Darthach, tyle, że jeden zostanie Sithem za kilka miesięcy a drugi za ponad 100 lat. Podoba mi się. A do tego fajna opowieść o niełatwym życiu w jednostce wojskowej (jeśli ma się wyrazistą i niepokorną osobowość), nawet będąc protegowanym Vadera i drobna pierdółka - zabawny epilog do “Powrotu Jedi”. W sumie zdecydowanie jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy zeszyt SW w historii.

Cromwell Stone
Cromwell Stone - niezła czarno/biała trylogia Andreasa, któremu udały się tu dwie rzeczy. Po pierwsze wzorcowe wręcz dopisywanie ciągu dalszego do zamkniętych historii - zauważcie, że za każdym razem Andreas wyraźnie kończy fabułę. A potem umiejętnie do niej wraca, by po lekkim skręcie i pod trochę innym kątem pociągnąć ją dalej. Bardzo mi się to podoba. Po drugie - ta trylogia to jedno z lepszych komiksowych wariacji na klimaty rodem z Lovecrafta. Ten literacki mistrz grozy nie jest łatwy do adaptowania na media wizualne, bo zwykle opowiadał o grozie niedającej się opisać, opowiedzieć, wysłowić. Ot, prosty i skuteczny patent - zamiast opisywać potwora, opisujesz li tylko jak ludzie na niego reagują - a to ktoś osiwieje, a to zwariuje, a to się zesra ze strachu (co oczywiście Lovecraft potrafił przekazać bardziej kulturalnie). I już. Groza, która nie jest opisana jest znacznie bardziej przerażająca. I Andreas tu sobie z tym poradził. Jest w “Cromwell Stone” tyle niedopowiedzeń, tyle uników fabularnych, tyle krążenia wokół przerażającej tajemnicy, że efekt jest godny lovecraftowskiego dziedzictwa. A i rysunki pana A. pasują do takich opowieści jak rzadko które. Jestem za.

Kochać zbyt mocno
Kochać zbyt mocno - to też przeczytałem. I w zasadzie nie mam nic przeciwko. Jeśli koledzy od odbrązowiania obrony Westerplatte stwierdzili, że najlepiej w komiksie, jeśli eksperci od raportu po wypadkach w WTC z 9/11 stwierdzili, że najlepiej w komiksie, to i pani co ją pan maltretował może sobie stwierdzić, że najlepiej o swojej traumie opowiedzieć przy pomocy obrazków z dymkami. Tym bardziej, że te obrazki (słabo, bo słabo, ale) rysuje tak, że coś na nich widać. No i już. Historia jest mroczna i boleśnie szczera. I przez to godna uwagi, ale oczywiście ówczesne spore zamieszanie medialne wokół premiery “Kochać zbyt mocno” jako wielkiego i istotnego komiksu było żenująco przegiete. Bo były, są i będą na naszym rynku dziesiątki komiksów większych i istotniejszych. A często przy tym też autobiograficznych i traumatycznych. Tyle, że ich promocją nie zajmowała się Kasia Rodek.

Tymczasem minęła północ i zrobił się prima aprilis. Jakby tu zażartować? To może coś wieczorem, dobra?

2 komentarzy do “w przerwie kota”

  1. klc pisze:

    @”seria Willinghama wygrywa właśnie dzięki temu, że jest serią. Że jest epicką komiksową opowieścią, która powoli się kumuluje, powoli wybrzmiewa, która snuje się przez lata. I może nigdy się nie skończy?”

    I w tym cały jest ambaras. “Fables” na wysokości tomu 4 to rzeczywiście niezła, dynamiczna seria, która tutaj osiąga jedną z najlepszych kulminacji. “Fables” na wysokości tomu 11 (tyle na razie przeczytałem) to już potwornie nudna buła z zakalcem, która powinna była się skończyć bardzo dawno temu. Scenarzysta najwyraźniej stracił entuzjazm (albo jest już po prostu zmęczony), bo tłucze kolejne historyjki “na odwal się”. A zamiast POKAZAĆ sceny batalistyczne, o nich po prostu OPOWIADA w narratorskich ramkach. Efekt jest gorszy, niż w naszym pseudokomiksowym “Westerplatte”. A to duża sztuka.

  2. Kamil Śmiałkowski pisze:

    toś mi popsuł humor. Ale może jeszcze moc do niego powróci. Póki serii - póty nadziei.

Treść komentarza

bezpośrednio: kamil@slowem.pl