Rockwell - Ryder
February 2nd, 2009
I już znowu niedziela. A nawet niedziela wieczór. Po całym dniu podczas którego kupowaliśmy kapcie dla juniora (bo zużywa je szybciej niż pies mojego wujka buty (w sensie wujka buty)), wypowiadałem się dla TVP3 o tym, że nie podobała mi się “Droga do szczęścia”, jedliśmy obiad w ramach poszukiwań lokalu na majowy obiad pierwszokomunijny - i tu żenada. Omijajcie w Warszawie szerokim łukiem restaurację Flik na Puławskiej. Niespecjalnie smacznie, drogo (a jeszcze na rachunku “przypadkiem” droższe potrawy niż zamawialiśmy), obok przy stoliku gość z wielkim złotym zegarkiem, a na drugiej ręce (pewnie tp kwestia wyważenia rąk) jeszcze większa złota branzoleta, szatniarz jak z lat 70. i jeszcze dorzucają sobie (sami z siebie) kosmiczny narzut za obsługę. Fuj.
Ale już wieczór - oglądam sobie na FOXLIFE finał czwartego sezonu “Chirurgów” i pora na niedzielne obowiązki.
Oto następna piąteczka moich ulubionych aktorów. Dziś wyłącznie na R. Dołączanie filmików z Youtube’a ma swoje dobre i złe strony. No lepiej jest, ciekawiej, kolorowiej i atrakcyjniej, ale z drugiej strony co jeśli filmików nie ma? Dziś np. zrezygnowałem z dwóch polskich pań - bo po prostu nic na nie nie znalazłem. A ja naprawdę lubię Annę Romantowską (świetny głos, dobre role i piękne schodzenie z grania lasek przez atrakcyjne w średnim wieku po starsze panie) czy Karolinę Rosińską - i to wcale nie za nazwisko. Po prostu mi się podoba. Jak wygląda, jak gra, jak mówi. Od “Uprowadzenia Agaty” przez “Kolossa” Leszczyńskiego (pamiętam, jak po premierze byłem w jakimś krakowskim DKF-ie na spotkaniu z nią i reżyserem. Leszczyński usiłował ogłosić swój wielki powrót po przerwie, a widzowie byli głównie zainteresowani Rosińską. A zwłaszcza dwoma scenami w których (o ile dobrze pamiętam) opala się leżąc nago na śniegu. Były pytania z sali: - A nie było Ci aby zimno w pupę? (uprzedzając komentarze - to nie ja pytałem) po “Poranek kojota” (wiocha straszna, ale Rosińska śliczna). I nie wiem, czy dlatego, że taka wiocha, czy innych równie istotnych, ta tzw. “komedia” Lubaszenki była ostatnią rolą Rosińskiej. Od ośmiu lat nic - ponoć mieszka sobie gdzieś w Ameryce i tyle. Szkoda, oj szkoda… W każdym razie tych pań tu dziś obrazkowo nie ma, ale w ich miejsce przyszli inni. Żeby była piątka. I oto oni:
Sam Rockwell - rewelacyjny filmowy psychopata. I zwykle takich właśnie grający. Zauważyłem go, chwilę po tym jak minął trzydziestkę, gdy zagrał najgorszą postać w “Zielonej mili” i epizodystę z pretensjami w “Galaxy Quest”. Potem były m.in. świetne “Aniołki Charliego”, główna rola w “Niebezpiecznym umyśle”, czy drugi plan (ale jak dla mnie najciekawsza postać) w “Zabójstwie Jessy’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”. Rockwell to aktor nadzwyczaj charakterystyczny - twarz, ruchy, głos. Jeśli nie zapadł Wam w pamięć jego taniec w “Aniołkach Charliego” to zobaczcie jak tańczył na próbnych zdjęciach do “Niebezpiecznego umysłu”:
Seth Rogen - brzydal. Ale uroczy. I zabawny, głównie dzięki świadomości własnego brzydactwa. Gra tak, że można posikać się ze śmiechu. I tak też pisze (p. scenariusz do “Supersamca”, czy skecze do “Ali G Show”). A odkąd zaczął ściśle współpracować z Apatowem - wszystko w czym bierze udział jest już w pełni kompatybilne z moim poczuciem humoru. Super jest. A zamiast oczywistego kawałka ze znanego na pamięć filmu wybrałem trailer czegoś co nigdy nie powstało i pewnie nie powstanie. Znaczy żarcik taki.
Rebecca Romijn - przechodząc do pań zacznijmy od kolejnej supermodelki, która przechszciła się na aktorstwo zachowując urodę i uśmiech. Debiut - cudny epizod brudaski w “Przyjaciołach”. A potem już poszło: seriale, filmy i oczywiście trylogia “X-Men”. I na nich się teraz skoncentrujmy - oto uroczy przegląd najlepszych ujęć z Mystique (Romijn pomalowanej na niebiesko i z kilkoma kawałeczkami silikonu przyklejonymi w strategicznych miejscach):
Jeri Ryan, ech, 7z9 - marzenie każdego geeka na przełomie tysiąclecia. Ja tam Ryan zauważyłem już wcześniej, w “Dark Skies” (bardzo czekam, kiedy wreszcie to wydadzą na DVD, bo jakoś nadzwyczaj dobrze wspominam tę wtórną podróbę “Archiwum X”). A po nich na pokładzie USS Voyager pojawił się właśnie seksowny Borg. Ryan, była Miss Illinois, sprawdza sie w serialach więc nic dziwnego, że po ST pojawiły się kolejne: “Boston Public” (Świetna produkcja Kelly’ego o codziennym życiu publicznej podstawówki. I też jeszcze go nie ma na DVD. Bo też bym nabył.) i ostatnio przez dwa lata “Shark” - prawnicza zabawa w której partnerowała Jamesowi Woodsowi. Muszę przyznać, że to ostatnie jakoś przegapiłem, więc i jakoś nadrobię. A do pooglądania (analogicznie jak przed chwilą) wybór kilku sympatycznych ujęć z 7z9. Star Trek rules!
Winona Ryder i na koniec moja wczesna filmowa fascynacja. Podobała mi się bardzo na przełomie liceum i studiów - grała fajne postacie u Burtona, przekonujące nastoletnie postacie w obyczajówkach, uroczo u Coppoli w “Draculi”, świetnie w debiucie Stillera (”Orbitowanie bez cukru”). Potem gdzieś mi (i sobie chyba też) się pogubiła. Grywała w rzeczach przedziwnych, kradła drobiazgi po sklepach, ale co jakiś czas pojawiała się w filmie, którego bym się po niej nie spodziewał, a bardzo mnie cieszył: a to w czwartym “Obcym”, a to z Sandlerem w “Mr Deeds”, a to u Linklatera w “Scanner Darkly”, a w tym roku pojawi się nawet w “Star Treku” (jako matka Spocka). Nie widziałem tej komedii o dziesięciu przykazaniach, którą ma reklamować filmik poniżej, ale z pewnością też jest godna uwagi:
CDN

![Validate my RSS feed [Valid RSS]](rss.png)
February 2nd, 2009 at 00:58
a mnie sie slyszalo,ze jednak “jay and seth vs apocalypse” powstanie. nie wiem czy to prawda, ale byloby fajnie.
February 2nd, 2009 at 09:28
Ta komedia o 10 przykazaniach - “Dziesięc” (tak się chyba zwała) jest niezwykle słaba. Zachęciła mnie obsada (też jestem fanem Winony, plus bawi mnie Paul Rudd), ale naprawdę nic ciekawego.
Rockwell stworzył świetną kreację w “Choke”.
“Droga do szczęścia” również mnie nie zachwyciła. Fajne obalenie mitu szczęśliwej rodzinki w Ameryce lat 50, ale nic poza tym.
February 2nd, 2009 at 09:56
“Choke” jeszcze wciąż przede mną, a “Droga do szczęścia” straszliwie wtórna.
February 2nd, 2009 at 16:15
Boston Public to dzieje się w szkole średniej a nie w podstawówce chyba.
A z A.Romantowską to chyba żartujesz - pomijam grę aktorską - ale jak możesz argumentować swój typ jej “świetnym głosem” - przecież ta kobieta sepleni, ma wadę wymowy i niezwykle drażniącą manierę w głosie - wszystko w jednym.
Jej to wizyta u twojej żony by się przydała a nie pochwała za ładny głos
February 2nd, 2009 at 16:28
My bad - faktycznie “Boston Public” to High School, a nie Elementar, wszak tam romanse pomiędzy nauczycielami i uczennicami zdarzały się nie raz.
A co do Romantowskiej - być może we wszystkim masz rację, ale nie zmienia to faktu, że dobrze mi się jej słucha. Kiedy tylko nie szarżuje jak w “Sztuce kochania” to te skrzypienie, którego zwykle używa przy mówieniu, jakoś mi fajnie brzmi. Ot, osobiste upodobania - rzecz nieobliczalna i nieprzewidywalna
February 2nd, 2009 at 18:32
“Choke” polecam. A z Oscarowych filmów to z czystym sercem polecam “Wątpliwośc” z Meryl Streep i Phillipem Seymourem Hoffmanem. Jeden z lepszych filmów roku moim zdaniem.
February 2nd, 2009 at 19:41
No to jak na razie w pełni się zgadzamy. Nic poza “Wątpliwością” nie przekonało mnie do końca. A przede mną z dużych jeszcze tylko “Milk” i “Reader”.
February 2nd, 2009 at 20:16
Same here. Na “Milk” się troche nastawiam.
Na “Slumdog” się srogo zawiodłem. To ładny film, ale jego jedyną mocną zaletą jest to, że jest na faktach. Gdyby historia była wymysłem scenarzysty, to nawet nie zwróciłbym na to szczególnej uwagi.
“Frost/Nixon” był niezły. Nie był to jakiś rewelacyjny film. Nie nawet jestem kina politycznego, ale przyjemnie mi się to oglądało.
“Ben Button” z kolei mnie nieźle zawiódł. Co boli podwójnie bo od czasów “Siedem” jestem wielkim fanem Finchera. Film jest zdecydowanie zbyt długi i za mało się w nim dzieje. Melodramat z wątkiem fantastycznym. Genialna realizacja, ale drugi raz bym do tego nie podszedł.
Jeśli lubisz Woody Allena, to “Vicky Cristina Barcelona” powinno Ci się spodobac.
February 2nd, 2009 at 21:01
UPS. Zapomniałem o “Frost/Nixon” - to też jeszcze przede mną.
A moje reakcje (dość analogiczne) po filmach w poprzednich notkach. Tylko nic mi nie wiadomo, by “Slumdog” był na faktach. Na podstawie książki i owszem. Ale na faktach? Pierwsze słyszę.
February 2nd, 2009 at 21:38
Na paru stronach można było znaleźc m.in to: “Film na podstawie powieści opartej na faktach o osieroconym 18-latku ze slamsów w Mumbaju, który trafia do finału teleturnieju Milionerzy - Q and A Vikasa Swarupa.”
Wydaje mi się, że gdyby to nie było oparte na faktach, to nikt by na to kasy nie wyłożył. Chociaż, kto ich tam wie. W końcu powstał “Totalny kataklizm”.
February 2nd, 2009 at 21:53
Nie żebym Wikipedii wierzył we wszystko, ale to tu brzmi przekonująco.
I uwierz mi - znacznie więcej filmów jest zupełnie zmyślonych niż na faktach. I mało kiedy ma to wpływ na wyłożenie kasy. A w tym przypadku ta kasa wcale nie było taka duża (jak na Hollywoodzkie standardy).
February 2nd, 2009 at 22:10
Wiem o tym. Ale jak dla mnie Slumdog będąc na faktach jest ładną historią. Jeśli jednak nie jest na faktach, to jest przecenionym zakalcem. Takie miałem odczucia po tym filmie.
A tak przy okazji spytam, bo jesteś fanem Smitha - widziałeś już “Zack and Miri make a porno”?
February 2nd, 2009 at 22:23
Jakoś nie potrafię tak do tego podejść? Bo co to zmienia, że na faktach? I tak robiąc film podkręciliby te fakty maksymalnie. Na faktach był “W pogoni za szczęściem” z Willem Smithem - historia, która naprawdę mnie kilka razy wzruszyła. A potem wczytałem się w fakty i okazało się, że wszystkie wzruszające kawałki (co do jednego) były dopisane, albo powykręcane w kosmos. Film jest film - ma się bronić jako samodzielna zamknięta całość. Czy i jak ma się do jakichś pierwowzorów - to sprawa drug(orzędn)a. Tak to widzę.
A co do “Zacka” - dokładnie (co do minuty) z wiadomością o tym Twoim komentarzu na blogu przyszło do mnie potwierdzenie z Amazona, że DVD właśnie zostało wysłane. Z założenia nie piracę, więc spokojnie zaczekałem do wydania tego w USA i już za kilka dni sobie zrobię ucztę.
February 2nd, 2009 at 22:35
Ja się muszę wreszcie przełamac i zacząc zamawiac z Amazona. Drogo wyszło Cię zamówienie “Zacka”?
Ja kupuję dvd na kilogramy, ostatnio musiałem aż półkę dorobic. Jeśli film mi się podobał to prędzej czy później trafia do mojej kolekcji. Kupowanie filmów to moje uzależnienie
Teraz kusi mnie aby sprowadzic sobie pełny sezon “Firefly”. U nas raczej szybko nie będzie.
February 2nd, 2009 at 22:50
Z przesyłką z USA 23,5 $. Ale tam kupuję tylko Smitha. Resztę (też kilogramami) raczej z GB i to z wyprzedaży - np. całą Buffy za 50 funtów (w wydaniu Imperiala więcej kosztują dwa sezony z siedmiu). Co do moich zbiorów - polskich wydań sporo dostaję do recenzji, ale i tak myślę, że sześć i pół tysiąca kolekcji to wynik robiący wrażenie (w zasadzie dwie ściany).
A “Firefly” - absolutnie!!! Kosztuje grosze, a jest jednym z najlepszych seriali sf ever.
February 2nd, 2009 at 23:00
A niech Cię szlag. To ja sie cieszyłem, że mi ponad 100 dvd stuknęło (nie licząc ofkors płyt z gazet typu “Premiery”, “Wyborcza” itp), a ty mnie dwiema ścianami gasisz.
One day I shall have my revenge…
Na “Buffy” też się czaję od jakiegoś czasu. I chyba w przyszłym miesiącu skuszę się na zamówienie “Zacka”. Pytanie tylko czy płyty z R1 będą mi działały na odtwarzaczu?
February 2nd, 2009 at 23:08
“A ?Firefly? - absolutnie!!! Kosztuje grosze, a jest jednym z najlepszych seriali sf ever.”
w tym zdaniu mozna spokojnie pominac słowo “sf”
February 2nd, 2009 at 23:13
Oj, można, można.
Co do “revenge” - weź poprawkę na kilkanaście lat handicapu z mojej strony.
A co do R1 to zależy od odtwarzacza - zwykłe mają blokady. Ja sobie po prostu kupiłem za 100 zł drugi - najtańszą Mantę (one są zwykle “All Region”) i na nim oglądam płyty z Ameryki.
February 2nd, 2009 at 23:30
Dzięki. Tak pewnie zrobię.
February 4th, 2009 at 20:43
@”Na ?Slumdog? się srogo zawiodłem. To ładny film, ale jego jedyną mocną zaletą jest to, że jest na faktach.”
Przepraszam, że się wetnę, ale na jakich, do licha, faktach? Przecież to jest adaptacja powieści. Historyjka zmyślona od samego początku do samego końca.
Kurna, nie wiem, skąd wziął się ten mem o “faktowatości” “Slumdoga”, ale to kolejne miejsce, gdzie na niego natrafiam.
February 4th, 2009 at 23:13
Bardzo polecam oryginal Firefly’a, bo w tym wypadku komentarze do odcinków w wykonaniu twórcy i aktorów są kolejną mocną dawką śmiechu. Cudo. Podobnie z Serenity - warto się pokusić o Collector’s Edition dla komentarza obsady
Re: Seth Rogen - “odkąd zaczął ściśle współpracować z Apatowem” ?? Przecież on u Apatowa zaczynał, w jego genialnym sentymentalnym powrocie do high schoolu z lat 80tych, czyli serialu “Freaks and Geeks”. Podobnie zresztą jak coraz głośniejszy James Franco, z którym Rogen grał w Pineapple Express. I jak Jason Segel (”Fogetting Sarah Marshall”, “Knocked Up”). To stajnia Apatowa.
February 4th, 2009 at 23:23
Racja. Cały czas zapominam o tamtym serialu. Muszę go sobie kiedyś ściągnąć.