Kamil M. Śmiałkowski

pierwsze wiaderko komiksów

October 6th, 2008

Bo mam ich teraz kilka na zapas - efekt MFK. Zresztą pierwsze przeczytałem jeszcze przed imprezą, ale nie miałem już czasu tu ich opisać. Teraz mam. A ponieważ właściwie w poniedziałek nic samo z siebie godnego uwagi się nie wydarzyło więc możemy od razu przystąpić do wchłaniania.
Może jedynie zanim dojdę do komiksów załatwię szybko filmy i seriale, by chociaż z nimi nie robić sobie większych zaległości:

Boski Chillout
Kino: Boski Chillout - Rewelacja. Kolejna komedia ze świetnej serii. Mamy je ostatnio co kilka tygodni: “Chłopaki też płaczą”, “Nie zadzieraj z fryzjerem”, “Jaja w tropikach” i teraz to. Wszystko mniej lub więcej pod wpływem bądź z udziałem Apatowa (tym razem współtwórca pomysłu i producent). Główny scenariusz (i główną rolę) tym razem dźwiga Seth Rogen, który - jak rozumiem - chciał sobie popalić trawkę i postrzelać z pistoletów i karabinów. I taki napisał scenariusz. W zasadzie ta idea dość bliska jest polskiej kinematografii, w której twórcy piszą scenariusze też pod miejsca, osoby i czynności jakie sami mają ochotę wykonać, zwiedzić czy zaliczyć przy realizacji. Tyle, że Apatow i Rogen dbają o to, by przy późniejszym oglądaniu efektu końcowego widz też miał z tego radochę. A ma genialną. Oto komedia sensacyjna o młodzieńcu, który lubi sobie przypalić i który wraz ze swoim sympatycznym dilerem trawki wpada w śmiertelne tarapaty. W tej fabule nie ma miejsca na kobiety (są albo na krawędzi kadru, albo są w zasadzie w męskich rolach jak Rosie Perez), jest mnóstwo trawy, jeszcze więcej głupawki po trawie, są tony radosnej i bezsensownej brutalności (acz dość umownej), jest morderczy finał - ale dla dobrych wszystko kończy się jak w moim ulubionym “Hudson Hawku”, a i jest jeszcze przezabawny prolog, dziejący się bodajże w latach czterdziestych. Polecam z absolutnym przekonaniem i coraz większą atencją dla Rogena (i z coraz większą niecierpliwością oczekuje jego roli u Kevina Smitha, która już za kilka tygodni).

kurosawa box
DVD: Straż przyboczna, Sanjuro - Samuraj znikąd - rewelacyjna dylogia o wędrownym roninie, który powoli, acz konsekwentnie wygrywa każdą rozpierduchę, ma szorstkie, acz sympatyczne serduszko i ciacha dziesiątki wrogów na plasterki w zasadzie od niechcenia. W obu filmach w roli samuraja oczywiście Toshiro Mifune i jest pięknie. “Straż przyboczna” to pierwowzór późniejszych “Za garść dolarów” czy “Ostatniego sprawiedliwego” czyli w buty po Mifune próbowali wchodzić Eastwood czy Willis, a to przecież już sama w sobie piękna rekomendacja. “Straż” to film robiony dość grubą kreską, ale i tak bardzo na serio w porównaniu z “Sanjuro”, który jest równocześnie jego kontynuacją i zabawnym pastiszem. Fabuła jest praktycznie analogiczna, tyle, że roninowi dodano grupę młodych samurajów, która mu bardziej przeszkadza niż pomaga i w ogóle wszystko wydaje się znacznie mniej na serio niż poprzednio. Choć trup ściele się równie gęsto. Słowem - podwójna wypasiona samurajska zabawa w najlepszym możliwym wydaniu.

Rodzina Soprano Sezon 5
Rodzina Soprano 5/5 - no i proszę. Jak wreszcie Tony się powstrzymuje, sumienie go powstrzymuje i nie przelatuje narzeczonej kuzyna, to kończy się tym, że wszyscy go o to podejrzewają, a kuzyn po pijaku chce zastrzelić. Ot, znaczy uczciwość i sumienie nie popłacają. Świetny odcinek o pokręconych uczuciach, poczuciu godności i takich tam…

Magiczne drzewo
Magiczne drzewo 7 - no i już koniec. Ostatni odcinek polskiego serialu dla dzieci, który dostał EMMY to historia magicznych chodaków, które spełniają życzenia, ale jak się wkurzą to i mogą skopać (bardzo pouczające). W rolach głównych chodaki i dzieciaki, a na drugim planie Juszczak, Szyc i Socha. Odcinek trzyma poziom całości i po raz kolejny dowodzi, że wystarczy poważne potraktowanie dzieci, poważne potraktowanie rzemiosła realizacyjnego, otwartość na elementy fantastyki i nawet u nas można nakręcić kawałek świetnego kina! Brawo!

Czerwony Karzeł 1
Czerwony karzeł 1/6 - i koniec pierwszego sezonu (tego, który konsultowałem). Brytole się nie przemęczają - u nich sezon serialu to zwykle zaledwie sześć odcinków. W tej opowieści męczydupa Rimmer się duplikuje i jest ich dwóch, co nie jest łatwe dla Listera i Kota. A nawet dla samego Rimmera. Wiem, że to ciut skomplikowane, ale naprawdę bardzo zabawne.

A teraz już do komiksów. I zaczynamy od autentycznego festiwalowego odkrycia i objawienia:

Hard
HARD - po kolei. O tym wydawnictwie serwisy komiksowe informowały już kilka dni przed imprezą. Że oto zasłużony szczeciński twórca Tomasz Biniek (”Tomuś - Choroba Maliny”) szykuje nowy komiks i to tylko dla dorosłych. “Tomusia” pamiętam jakoś dość sympatycznie, ale dopiero teraz sprawdziłem, że on tam tylko rysował. A tu już niestety mamy do czynienia z dziełem w pełni autorskim. Ale po kolei. Wchodzę na MFKowską giełdę w sobotnie przedpołudnie i od razu na stoisku szczecińskim widzę - jest! Charakterystyczna dupa na okładce. Pytam za ile? 7 zł - odpowiada sam autor. No to biorę - uwielbiam polskie komiksy erotyczne z ich niepowtarzalną siermiężnością. Autor podaje mi komiks, a ten w folijce. Dziwię się. Autor mówi, że wszystkie są zafoliowane, bo udało mu się do Kolportera je wrzucić. Super. Wziąłem, idę dalej. Zaraz się pochwaliłem koleżance z wyd. Hanami, która zdyskwalifikowała ten komiks od razu, mówiąc, że już okładka strasznie przekłamuje i nie ma takiej możliwości, żeby się spodnie w ten sposób w dupę wżynały. Oczywiście koleżanka ma swoje racje, ale jakoś nie nie do końca przekonała mnie jej argumentacja. Szybko odfoliowałem i jadę. O żesz kurwa mać! Toż to album roku jest! I jedna z perełek mojej kolekcji najbardziej radosnych kuriozów w historii polskiego komiksu! Cudna kupa! Przewalona na absolutnie każdym poziomie od założeń merytorycznych przez błędy logiczne, dialogi, onomatopeje, kreskę, kolory po Galerię ostatniej strony. Można by długo wyżywać się na tym komiksie punktując każdą planszę i każdy dymek, ale sobie podaruję. Sami przeczytajcie! Koniecznie! Oczywiście, jeśli jesteście pełnoletni i najlepiej w większym gronie - to pięknie wzajemnie nakręca głupawkę. Jedną z nich opisałem zresztą w poprzednim poście. I nawet jest już w sieci obiecany zapis wideo. Proszę (niniejszym inauguruję zamieszczanie na Słowem plików wideo z youtube’a):

To właśnie pofestiwalowy powrót do Warszawy i poważ(a)ny wydawca Szymon Holcman w straszliwym ataku śmiechu podczas zapoznawania się z moim egzemplarzem “HARD”. Czyż może istnieć lepsza rekomendacja? Już zapowiadam, że w na kilka tygodni przed przyszłorocznym festiwalem mamy zamiar zorganizować zakrojoną na dużą skalę akcję marketingową mającą na celu wypromowanie “HARD” i spowodowanie, że tomik ten dostanie nagrodę za album roku!

Blaki paski
blaki - paski - a teraz komiks autora powyższego nagrania. Trzeci “blaki” to paski znane chociażby z internetowego konkursu na paski, czy łam naszego “Chichotu”. Mateusz zebrał je, posegregował na trzy kupki, przerobił z pasków w kwadraty (to akurat moim zdaniem pomysł taki sobie) i wydał (właśnie u tego gościa, co się tak strasznie śmieje). To zdecydowanie najlżejszy blaki, czyli i najbardziej dla mnie - co nie znaczy jednak, że całkowicie pozbawiony refleksji. Momentami jest refleksyjnie, ale tak nienachalnie jak to tylko możliwe. Kilkanaście pasków absolutnie powala, kilka jest na granicy mojego rozumienia żartu (znaczy, że je nie do końca rozumiem). W sumie świetny tomik, na który bardzo czekałem i z radością postawię na półce choć w ogole nie pasuje do poprzednich z serii. A Mateusz narysował mi na stronie tytułowej małego czarnego blakiego i mam. Co prawda KoLeC dostał znacznie większy i bardziej skomplikowany rysunek (choć niebieski), ale Skutnik robił go w sobotę podczas rozdania nagród, gdzie mu się wyraźnie nudziło. Mam przynajmniej satysfakcję, że moim długopisem rysował.

Miało być wiaderko komiksów, ale już więcej mi się dziś nie chce. Tym bardziej, że następny do omówienia jest konkursowy katalog. No to do jutra.

5 komentarzy do “pierwsze wiaderko komiksów”

  1. LUPUS pisze:

    Rysowałem sobie, Rysowałem i wyszło takie coś “Tribute to Słowem.PL” hehe: http://img147.imageshack.us/my.php?image=slowemuz3.jpg

  2. Kamil Śmiałkowski pisze:

    Ale czemu narysowałeś Szlachtycza? Nie rozumiem…
    Jestem pod wrażeniem intencji, ale nikt nie skojarzy tego ze mną, bo po pierwsze od podstawówki nie miałem na sobie białego t-shirtu, a przede wszystkim to nie moje włosy. Ja mam inaczej na górze i w ogóle nie zarastam na policzkach (takie geny). I zdecydowanie stanie (w przeciwieństwie do siedzenia czy leżenia) nie jest moją naturalną postawą, ale to jeszcze można uznać za licencja poetica (to znaczy rysownica). Tak, że doceniam pomysł i myśl merytoryczną, ale w życiu bym nie skojarzył z moją stroną redaktora Szlachtycza…

  3. KoLeC pisze:

    I teraz sobie wyobraź, jak to wyglądało, kiedy Holcman nam to robił w pokoju hotelowym o 5 rano - zwłaszcza kiedy Sztybor oświadczył, że jego bąki pachną jak orzeszki Felisa. Nawet przyduszanie poduszką nie pomogło.

  4. Kamil Śmiałkowski pisze:

    Przyduszanie poduszką zawsze pomaga. Po prostu za szybko zrezygnowaliście.

  5. KoLeC pisze:

    Znaczy, można oczywiście było przytrzymać poduszkę trochę dłużej, tyle że wtedy mielibyśmy kolejny problem, tym razem rodem z “Weekendu u Berniego”. A tak, niestety, każdorazowe zabranie poduszki z twarzy Szymona powodowało nieuchronny nawrót konwulsyjnego śmiechu. No normalnie jak jakaś ofiara trującego gazu Jokera. Myślałem, że takie rzeczy to tylko na filmach.

Treść komentarza

bezpośrednio: kamil@slowem.pl