Kamil M. Śmiałkowski

Dzisiaj zaczynamy od testu (żadnych nagród). Proszę przyporządkować bohaterom tej historyjki właściwe określenia z tytułu wpisu. A było tak - opowieść autentyczna sprzed kilku godzin:
Pomyślałem sobie, że do jednego z projektów nad którymi teraz prasuje świetnie pasowała by (wcześniej współpracująca ze mną przy ZAPie) Krysia Czubówna. No to chciałem zadzwonić. Sięgnąłem po komórkę. I znalazłem w spisie jedną osobę na 3 sylaby i zaczynającą się “Czub”. Marię Czubaszek. I zadzwoniłem, z pełnym przekonaniem, że dzwonię do Krysi. A tu poczta głosowa. Męski głos, który mówi - “Tu Maria Czubaszek”. Myślę, zabawne, że Czubówna ze swoim głosem, bawi się w nagrywanie sekretarki przez kogoś innego. Chociaż czemu nie? Przecież ostatnio kilka razy nagrywałem coś na poczcie głosowej Kuby Wojewódzkiego i on ma tam właśnie nagranie Czubówny, że Kuba nie może teraz podejść. To może to taki rewanż. Chociaż to zdecydowanie nie Kuba. A jeśli nie Kuba to kto? I nawet rozpoznałem głos, który mówi “Tu Maria Czubaszek” - to był Artur Andrus. Nie wiedziałem, że Artur kumpluje się z Czubówną… Nieważne, bo Andrus mówi w nagraniu, że Maria Czubaszek ma teraz inny numer i podaje ten nowy. Zapisuję. Dzwonię. Przecież mam pilną sprawę do Czubówny. I kiedy odbiera Maria Czubaszek, rnatychmiast ozpoznaje ten charakterystyczny, chropawy, jakże inny od Czubównego głos i na moment zamieram. Ale szybko dopasowuję inny z projektów, nad którymi pracuję do Czubaszek. Jest o czym pogadać. I przedstawiam się: “Witam pani Mario. Tu Kamil Śmiałkowski, może mnie pani pamięta?” (w końcu napisała dla mnie do “Chichotu” wiele tekstów). I co słyszę? Słyszę Czubaszek, która odpowiada: “Oczywiście Panie Kamilu. Jakżebym mogła zapomnieć? Świetnie pamiętam! Tak dobrze nam się razem pracowało przy tym serialu.”
Koniec anegdoty.
A wchłonąłem dziś jedynie ciut seriali na DVD:
Z archiwum X 3/5 - mocno inspirowana “Zieloną Milą” więzienna historia o zemście zza grobu. Jest tu nawet niezły klimat klaustrofobicznej grozy, ale to nie jest Archiwum X jakie lubię najbardziej.
Columbo - Ciężar dumy - piękna klasyka kryminału. Dobrze przekombinowane, dobrze opowiedziane i Peter Falk jest absolutnym mistrzem w roli pierdołowatego geniusza intelektu.
Monk 1/5 Też dobre. To wciąż początek serialu, a wszystko już dobrze poukładane i postacie narastają zgodnie z założeniami. Nie jest to żadne objawienie, ale sympatyczny odcinek świetnego serialu.
Zresztą oba te DVDto trzecie części cykli wydawanych do kiosków. A ja, cholera, gdzieś przegapiłem w obu wypadkach numery 2. Jak ktoś ma i nie potrzebuję to się polecam. Muszę uzupełnić kolekcję, bo bez tego, czuję się jak Monk, któremu przesunięto serwetę na stole.

Pada śnieg

November 27th, 2007

resztę świata pomniejszając doszczętnie
W taki czas Pinkertonom się wiedzie.
…że zacznę poezją. I to Noblowską. Brodski. Oczywiście zasłyszany u Czyżykiewicza. Piękny.
A pogoda żałosna. Białe ekstrementy lecą z góry, a ja z dnia na dzień wkurzam się bardziej, bo nie mam zimowych opon. I nie mam widoków na zakup. Łech…
Kolejny tydzień, kolejne robótki. O, dziś np. coś tam pogadałem w Radiu Bis, nagrywaliśmy “Kinematograf” - Kłopotowski i Szydłowska zaprosili mnie na rozmowę o “Mokrej robocie” i “Dziewczynie moich koszmarów” - dyskusja z nimi o filmie braci Farelli to niezła jazda (efekty jakoś w niedzielę nad ranem w TVP1). Napisałem parę rzeczy do Onetu, przegadałem parę następnych, spotkałem się z potencjalnymi nastepnymi pracodawcami, oddzwonił kolejny kolega z dużym nazwiskiem, którego chcę wciągnąć w “Zapomnianą przyszłość”, zastanawiam się czy nie napisać w ciągu kilku tygodni jeszcze kilku stron “Pełni” i nie wysłać jej na Laboratorium scenariuszowe.
Niby sporo się dzieje, a jakoś czuję, że nic nie robię. I szukam czegoś następnego. Ktoś ma jakiś pomysł?
Co nieco wciągnąłem:
Na DVD Obsługiwałem angielskiego króla - świetne. Następny raz z rzędu czeskie kino powala. Świetna przypowieść Hrabala oczywiście opowiedziana przez Mentzla. Trzeba nie lada mistrza, by stworzyć film z wyrazistym, sympatycznym bohaterem, któremu kibicujemy nawet, gdy przyłącza się do nazistów, a gdy ponosi za to sprawiedliwą, dziejową karę to stwierdzamy z przekonaniem, że mu się należało. Super. No i dużo golizny, czym nie sposób pogardzić.
Oddział specjalnej troski Straszna kupa. Do ominięcia bardzo szerokim łukiem. Aż nie chce mi się pisać nic więcej.
No i powrót do Z archiwum X 3/1-4 Świetny początek sezonu. Najpierw dwuodcinkowe dokończenie międzysezonowej historii - przetrzebiono rodziny Muldera i Scully, pokazano podziały pomiędzy złymi, które Fox będzię wygrywał przez kilka następnych sezonów. A potem jeszcze dwa ze świetnymi gościnnymi występami - Jack Black i Giovanni Ribisi w historii o piorunowym chłopcu, a Peter Boyle w jednym z najbardziej zakręconych odcinku całego serialu - o jasnowidzach: “Clyde Bruckman’s Final Repose” dostał dwie nagrody Emmy i to naprawdę ważne. Jedną otrzymał właśnie Boyle, a drugą scenarzysta. Zasłużenie.
Jeszcze komiks Dilbert - Gdy język ciała zawodzi Kolejny tom Dilberta trzyma poziom. I w zasadzie żadnych uwag więcej, mógłbym znowu zacytować kilka żartów, ale sami se przeczytajcie.
I w ogóle jakoś nie chce mi się dzisiaj pisać…

niedziela w sieci i N

November 25th, 2007

Muszę przyznać, że opisane tu kilka postów temu moje przystąpienie do Facebook uruchomiło dziś lawinę zdarzeń.
Najpierw pojawił się pierwszy chętny do zaprzyjaźnienia (Drożdżówka z www.strefapiosenki.pl). Potem zacząłem (za przeproszeniem) grzebać w jej znajomych i znalazłem jakiegoś speca od blogowania. Wszedłem na jego blog o blogowaniu. Naczytałem się. Włazłem też na blogowisko i zarejestrowałem się. Potem poczytałem o RSS i sobie zrobiłem (to po lewej pod wyszukiwarką). A potem jeszcze Piotrek Kania mi powiedział o www.nasza-klasa.pl (wiem, jestem w pewnych kwestiach zapóźniony) i okazało się, że jest tam kupa ludzi z mojego Liceum. Piękna sprawa. Wspomnienia, te rzeczy - widać się starzeję.
A tymczasem przy niedzieli powinienem wziąć się za następną literacką literkę. N. Ale najpierw errata do M bo zapomniałem o moim najświeższym faworycie:
Brad Meltzer - kilka jego powieści wydało w Polsce wydawnictwo Sonia Draga. Przysyłali. Odkładałem na półkę, bo może się kiedyś przydać. A tu okazało się, że facet wziął się za komiksy. Machnął świetny “Identity Crisis”, kilka zeszytów “Green Arrowa”, najnowszą wersję “Justice League of America”. Przy tym ostatnim zdarzyło się, że jako pierwszy twórca w historii miał równocześnie komiks na pierwszym miejscu sprzedaży w USA i książkę na ssamym zczycie listy bestsellerów “New York Timesa”. Wziąłem się więc za powieści. I są świetne. Naprawdę. Tak jak lubię jego komiksy, tak i książki są bardzo sprawnie napisane. Wydawca promuje go na nowego Grishama, a to nie do końca ta bajka. To równie momentami dobre, miejscami faktycznie prawnicze, ale jednak bardziej psychologiczne i jakoś bardziej ludzkie (na kilku poziomach tego słowa).
A na N:
Kim Newman - uwielbiam dobre historie alternatywne. A jej “Anno Dracula” jest jedną z najlepszych jakie czytałem w życiu. Niestety w Polsce wyszły tylko dwa tomy i do dziś nie wiem jak rzecz skończyła się w trzecim. Ale polecam bardzo.
I tyle N. Z Nienackiego i Niziurskiego jednak już wyrosłem, do Norwida i Nabokova jakoś nigdy specjalnie nie dorosłem, więc w zasadzie jestem już dziś po robocie.
Ale jeszcze przeczytałem komiks. Pan Śmierć i Dziewczyna I jakoś nie urzekła mnie ta historia. Czy raczej dużo historyjek. Max Andersson ma swój sposób widzenia świata, personifikujący ciała, ich części czy przedmioty, nadające realny kształt uczuciom i stanom. Przez chwilę, kilka pierwszych razy jest to odświeżające i wciągające, ale co za dużo to mdłe. W sensie, że ten komiks trochę niestety przypomina wciąganie 1,5 kg. chałwy tureckiej. I pewnie (kontynuując porównanie) bywa tak smakowita chałwa, gdy wciągniesz i 5 kilo i nie zauważysz, ale ta chałwa jest dość standardowa. Dobra, ale już po pierwszej ćwiartce kg. masz dość. Możesz i owszem zostawić sobie na następny dzień (przecież się nie popsuje), ale i wtedy z przyjemnością zjesz niedużo. I raczej mniej niż pierwszego dnia, bo już trochę ci posmak został. Ale powiedzmy, że zmęczysz tyle samo. No to i tak jesteś dopiero grubo przed połową całego bloku. I brniesz przez niego kolejne 2 tygodnie. Do końca. Więc dobrnąłem. Były w tych tygodniach miejsca smaczniejsze, ale całość niestety pozostawiła dość męczący posmak. Może w małych porcjach od święta jest to świetna sprawa, ale ja na chałwę nie będę mógł patrzeć przez wiele miesięcy.

sobotnie impresje z malla

November 24th, 2007

Sobota w centrum handlowym. Sama rozkosz. Acz też, kilka drobnych obserwacji:
Ot, zauważyłem wystawione przy SMYKu wielkie pudła na prezenty, żeby wrzucać dla potrzebujących dzieci. Pretekstem jest słabiutki film (pisałem o nim kilka dni temu) “Pana Magorium Cudowne Emporium”. Jakoś zawsze wkurwiały mnie wszelkie akcje charytatywne pod szyldem - “Z każdego naszego produktu oddajemy ileś tam groszy na coś tam!” Czyli kupujcie więcej naszych produktów! Żesz gnoje! Chcecie dać na dzieci, czy kogoś tam - proszę bardzo, dawajcie! Ale nie żerujcie na ludzkiej litości, po to by zwiększać sobie obroty! Pudła na prezenty nasunęły mi więc ideę takiego drobnego happeningu. Ide do SMYKa, napycham kieszenia dobrami, wychodzę, alarm oczywiście wyje, mówię strażnikowi “Momencik” wrzucam do pudła wszystko z kieszeni, po czym mówię, że teraz mogę przejść jeszcze raz, a nawet dać się obszukać. Nie, żebym tak zrobił, ale pomysł fajny.
Byliśmy też w kinie. Z dziećmi. O filmie już pisałem wcześniej, gdy byłem na prasówce, więc teraz o reklamie. Sprzed filmu. Red Bulla. Bo była o czwartym królu, który przyniósł dzieciątku Jezus puszeczkę. Bo przecież wiadomo, że aniołki mają skrzydełka od picia Red Bulla. Jakoś w całym swym ateizmie poczułem się raczej zażenowany. I w tym momencie Majka nachyliła się do mnie i powiedziała “Nieładnie. Wykorzystują Jezuska” i poczułem, że nieźlę kształtuję jej wrażliwość na media i kulturę.
Młodemu z kolei kupiliśmy nowe DVD z Teletubisiami. Skończył 3 lata i wciąż uwielbia. Majka też lubiła przed kilku laty, ale teraz poważna pierwszoklasistka nie może tego ścierpieć. Wzięła więc to nowe DVD i przeczytała na głos z okładki “4 godziny zabawy” I dodała “Jezus Maria!”
Tymczasem znowu dziś pomajstrowałem przy stronie. W dziale Publicystyka dodałem podstronę gadugadu, gdzie wypisałem (jak przystało na samochwałę), kogo spotkałem w ramach dziennikarskich obowiązków zawodowych. Tak by pogadać. Ale na liście są tylko uczciwe spotkania oko w oko. Nie liczę więc wszelkich wywiadów internetowych (jak ten z Milo Manarą), w Second Life (z Frankiem Millerem i Zackiem Snyderem) a nawet przez telefon (chociażby rozmowy z Lechem Kaczyńskim o Shreku i Goofy’m). Tylko i wyłącznie w realu.
Wchłanianie:
Skończyłem dziś czytać mangę Suppli 2 I dobrze. Pierwsza podobała mi się tak sobie, tu jest lepiej. I nie chodzi o to, że wreszcie są sceny erotyczne (choć to oczywiście sympatyczne), ale że zaczyna wciągać mnie ta obyczajowa opowieść o Fujii, samotnej (powiedzmy) pracownicy agencji reklamowej przed trzydziestką. A po wpadnięciu w rytm mocno szarpanej narracji -składającej się głównie z myśli głównej bohaterki, które są raczej hasłami, impresjami a nie logicznym wywodem - dochodzę do wniosku, że taki komiks to właśnie idealne oddanie osobowości żeńskiej, no dobra, szerzej, ludzkiej. W literaturze operują się pełnym, racjonalnym zwykle zdaniem a to zakłamuje sytuacje, w kinie, teatrze widzimy tylko czubek góry lodowej (zachowanie i słowa, które postać wypowiada), a przecież często są one niekonsekwentne, nieprawdziwe, celowo bądź przypadkowo przekręcone w stosunku do intencji i tego co kłębi sie w myślach. A tu mamy gesty, słowa, myśli nieuczesane i tyle. Cała reszta to już kwestia dystansu, interpretacji i dobrej woli odbiorcy. Pod tym względem manga rządzi. No i do tego akcja tego tomu ładnie się rozkręca.
A na DVD dobijam Skazany na śmierć 2/20-22 Ostatnie odcinki. Scenariuszowy rollercoaster w najlepszym wydaniu. Wyraźne spiętrzenie przed finałem naprawdę dobrze wyszło. No i cliffhanger godny poziomu całego serialu. I znowu przyjdzie czekać, bo trzeci właśnie trwa w USA. I pewnie się nie skończy uczciwie, bo przecież trwa strajk scenarzystów i wszystkie seriale padają jak muchy w środku sezonów.
Hehehe. Właśnie zobaczyłem na głównej stronie Onetu swoją podobiznę. To link do wideorecenzji “Michaela Claytona”, ale na obrazku widać mnie i jest hasło “Przystojniak nie zawiódł”. Przez grzeczność nie przeczę…

Właśnie przeczytałem, że o to spytała Tuska posłanka Sobecka w ramach dyskusji poexpose’owej. Ja myślę, że premier powinien chodzić od domu do domu. Zwłaszcza po domach rodzin Radia Maryji.
Nie raz pisałem już tu o moim wewnętrznym przeświadczeniu, że natura dąży do równowagi. Żadna tam entropia. Oto dzisiejszy przykład. Jadę ci ja sobie po Warszawie samochodem i widzę na pasie obok wielkie bydlę. To się chyba nazywa Land Cruiser czy jakoś tak. Z przodu jakieś takie wielgachne grube rury wystające na prawie pół metra przed zderzak, z tyłu porządnie zabezpieczone i wzmocnione zapasowe koło, cały wóz wysoki i potężny - no po prostu facet wyglądał w tym bezpiecznie jak w poczwórnej prezerwatywie. Ale czy całkiem bezpiecznie? Otóż nie - równowaga w przyrodzie musi być. Jakiś ptak jasno i wyraźnie dał do zrozumienia, że nikt nie jest do końca bezpieczny - obsrał mu potężnie klamkę od zewnętrznej strony.
Na Onecie trzy nowe wideorecenzje: z Mykiem o “Beowulfie“, a sam już o “1408” i o “Michaelu Claytonie“. A już słowem pisanym tu o “Beowulfie” a tu o “Zgonie na pogrzebie“.
A w Krakowie ukazał się nowy numer lokalnego pisma raczej żeńskiego “Miasto kobiet”. Jego naczelna, a moja koleżanka z roku zamówiła u mnie wspomnienie o “Zielonym Szkiełku”. I poszło. To wg. moich wyliczeń 53 tytuł w którym coś opublikowałem (ale mogłem coś przegapić). I nie pierwszy czysto żeński - wszak zaliczyłem już i “Filipinkę” i “Claudię”…
A właśnie - znam już daty emisji koncertu “Zielone Szkiełko” w TVP1. Są oczywiście kosmiczne. Owszem, miało być późno, acz może są jakieś granice. Usłyszałem, że to dlatego, że trzeba puścić premierowo jeszcze w tym roku kalendarzowym (takie przepisy) i już nic innego nie zostało. A potem będzie sobie jeszcze czasem chodził w powtórkach o lepszych godzinach. Zobaczymy. A teraz zobaczymy (pod warunkiem, że nie sypiamy) w dwa ostatnie piątki roku (21 i 28 XII) gdzieś mocno po pierwszej w nocy. Czyli w zasadzie to będzie już 22 i 29 XII, czyli druga część pójdzie w moje urodziny. Dobre i to.
Do bieżączki - dziś głównie muzyka:
Wilki 4 To ta płyta z “Baśką”. I jakoś na dłuższą metę mdło. Do dziś pamiętam i lubię ich pierwszą płytę. A tu wszędzie tak samo, z lekko infantyntylnymi chórkami i trochę budyniowymi aranżami. Broni się w tym wszystkim głos Gawlińskiego i rewelacyjny cover “Ballady o Tolku Bananie”.
Be Cool OMPS Piosenki z bardzo słabego filmu. Dobre piosenki. Trochę klasyki - Eart, Wind & Fire, Koll & the Gang, James Brown, do tego trochę czarnej przeciętnej bieżączki (choć muszę przyznać, że coś mnie zaskoczyło w posence “G’s & Soldiers” w wykonaniu Planet Asia featurning Kurupt usłyszałem dość ciekawy związek frazeologiczny “Motherfuckin Jesus Soldiers”), bardzo fajny kawałek oryginalnej muzyki z tego filmu autorstwa Johna Powella i jeszcze piosenka w wykonaniu samego Rocka. Tego, tego!
Angie Stone - Mahogany Soul - ja tam się nie znam na muzycę. Przyznaję bez bicia. Nie słucham dużo i w zasadzie jedynie to, co lubię i to, co mi samo wpadnie w ręce. I dlatego jak wybuchły parę lat temu “Sistars” nie miałem specjalnie backgroundu, by wiedzieć z czego one czerpią, czego słuchają i czemu to takie fajne. I oto właśnie (jak mniemam) na kawałek tego backgroundu trafiłem. Angie Stone właśnie tak brzmi, jak Sistars w swych najlepszych momentach - podobne aranże, rytmy, feeling. Angie nie jest specjalnie urokliwą zewnętrznie postacią, ale jak śpiewa to dobrze że miałem nogi na pedałach (w samochodzie, w samochodzie) bo by mi buty spadły. Rewelacja. Zarówno rzeczy, które słyszałem po raz pierwszy (”Brotha”) jak i covery (Wish I Didn’t Miss You”). A już bonusowy kawałek w którego refrenie Angie ostrzega, że ma okres (w wolnym tłumaczeniu “Jest taki czas w miesiącu, gdy lepiej ze mną nie pogrywaj) mnie rozwalił zupełnie.
I jeszcze rarytas na koniec The Ultimate & Best of The Rocky Horror Picture Show Ale cudo. Najlepsze kawałki zarówno z wersji scenicznej, jak i z filmu: Meat Loaf, Tim Curry, Susan Sarandon w najbardziej kiczowatym musicalu wszechczasów. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem to w kinie i to niechcący, zupełnie tak jak trzeba - w środku nocy (The Rocky Horror Picture Show powinno się oglądać na seansach o północy - tak każe zwyczaj). W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych w Krakowie odbywały się tzw. Tajemnicze Pokazy Specjalne, najpierw w kinie Wanda, potem w ARSie. Co tydzień w piątkowe noce (chyba o 23.00) odbywały się seanse - niespodzianki (bilety kupowało się w ciemno) absolutnie przedpremierowe. Zasada była taka, że musiał to być film nie pokazywany jeszcze na krakowskich ekranach. Potem wypełniało się ankietę, co sądzi się o filmie, czasem wręcz proponowało polski tytuł (gdy rzecz była tak świeża, że dystrybutor jeszcze nie wybrał) - pamiętam, że skorzystano z mojej sugestii przy filmie “Joe’s Apartment”, gdy wpisałem w ankietę “Karaluchy do poduchy”. A może nie ja jeden wpadłem na to dość oczywiste skojarzenie. Na tamtych pokazach widziałem dziesiątki świetnych i dziesiątki żenujących (tu głównie polskie) filmów na tygodnie, miesiące przed premierą. Większość filmów spoza ścisłego Hollywoodu dzieliło się wtedy na dwie podgrupy: “Nie każdy jest Lynchem” (gdy różni dziwni reżyserzy próbowali coś namieszać i podkręcić) i “Każdy jest Jarmushem” (gdy po prostu nudzili). Widziałem jakieś cuda na kiju w rodzaju filmu “Listopad”, ale też na miesiące przed premierą “Desperado” Rodrigueza, czy jedyny chyba kinowy polski seans “Powrotu Batmana” Tima Burtona (pomiędzy tym pokazem a terminem premiery Warner wycofał się z polskiego rynku kinowego na wiele miesięcy). A pewnej piątkowej nocy seans się spóźniał. Mijały minuty. Zaczęliśmy fukać i wreszcie wyszedł organizator i powiedział, że jest problem. Nie udało się. Film miał być świeżutki i rewelacyjny, ale nie dojechał. Ale jest zastępstwo. Godne. Zgodne z założeniami cyklu (film nie pokazywany wcześniej w Krakowie) i że z pewnością nie będziemy zawiedzeni. I puścili “The Rocky Horror Picture Show”. Pięknie było. I teraz też jest, na płycie. Od pierwszego “Science Fiction/Double Feature” przez genialny “The Time Warp” (i to w dwóch wersjach), finezyjny “Sweet Transvestite” Tima Curry, uroczy “Eddie’s Teddy” Meat Loafa (też dwa razy, ten drugi to nagranie z pełnym kinem dośpiewującym refreny i puenty wersów - rewelacja), wyrazisty (tytuł zobowiązuje) “Planet Schmanet Janet”, aż po jeden kawałek z wersji hiszpańskojęzycznej nagranej przez meksykańską obsadę sceniczną i reklamę radiową filmu. No, naprawdę prawie 50 minut tak radosnej i kiczowatej rozrywki, że aż brzuch boli z radości i ze śmiechu.
A teraz w ramach kulturalnego eklektyzmu słucham Chopina.
Komiks - Batman: Black & White volume three HC Trzecia (nieznana w Polsce) antologia z ośmiostronicowymi monochromatycznymi komiksami o Gacku. 33 historie. Dziesiątki znanych nazwisk. I taka refleksja, że komiks to wielka i różnorodna dziedzina (wiem, banał) ale czasem taka antologia pięknie pokazuje jak dużo daje ujednolicenie zasad. Bo oto wszyscy muszą tak samo. Na ośmiu planszach, bez koloru, o Batmanie i daje to odpowiednik jakiejś bardzo sprecyzowanej dyscypliny sportowej. Ot np. 200 metrów przez płotki. Jest bieganie jako takie, ale nie każdy mistrz olimpijski w bieganiu osiagnie zadowalający wynik w dwustu przez płotki. Ba, niektórzy wywalą się na pysk na pierwszej przeszkodzie. I tu jest dokładnie tak samo. Może więc tylko o kilku rzeczach zdecydowanie najlepszych: “Last Call At McSurley’s” (Barr/Davis) - przekonał mnie pomysł o lekko obskurnej spelunce w której Batman często podsłuchał co trzeba, więc anonimowo dorzucił się na podatki, by nie zamknięto lokalu; “Punchline” (Alexander/Haynes) - dobrze zakomponowana niema opowiastka o Harlequinn i B.; “The Monument” (Cooke/Wray) Batman kontra własny pomnik; “Cornered” (Azzarello/Mahfood) - pan A. jest mistrzem opowieści dziejących się na ulicach miasta, ale gdyby nie rysunki Mahfooda te 8 plansz nie załapałyby się do czołówki; “Sunrise” (Garland/Philips) - nowelka idealna, tak właśnie, moim zdaniem, wygląda wzorcowe wykorzystanie tych ośmiu stron - na historię, gdzie Batman jest drugim planem, który jest absolutnie niezbędny dla puenty, ale nie o nim tak naprawdę jest ta opowiastka. Jak tu; “I’ll Be Watching” (Brubaker/Sook) ułamki punktów poniżej poprzednika, ale dokładnie ta sama zasada. Świetne. I tyle najlepszych. A przecież w tym tomie są jeszcze Bachalo, Bolton, Mignola, Portacio, Winick i dziesiątki innych. Ale być może komu innemu spodobają się właśnie oni - to przecież tylko moja impresja.
Justice League of America - The Tornado’s Path nowy początek. I świetny Brad Meltzer (a właśnie zapomniałem o nim w niedzielę, zrobię w następną erratę do M), który niczym Smith w “Green Arrowie” czy Johns w “Green Lanternie” z szacunkiem, miłością i inwencją podchodzi do dziedzictwa DC, czerpie z niego garściami, a równoczęsnie jest nowoczesny i literacki w dobrym tego słowa znaczeniu. Świetne nowe otwarcie - Morrison był dobry na lata 90. a Meltzer jest kimś na dzisiejsze nowe superbohaterskie czasy. Jego wybór postaci jest bardzo odświeżający, a rozwiązania fabularne naprawdę oryginalne.
Ja tu piszę, piszę a “Prison Break” stygnie. Do tej pory zdążyłem obejrzeć jeden odcinek - Skazany na śmierć 2/19 Źli dzielą się na kolejne poziomy, a bohaterowie wygrywają je między sobą, choć nie wszystko idzie tak jak trzeba. A w zasadzie wszystko się wali. I dobrze, bo zostały jeszcze trzy odcinki.
A tymczasem żona kazała przerwać, bo jest nowa Ekipa 13 To już przedostatnia (myślałem, że już koniec tym razem, ale mi się coś pomachało). Trzeba więc było pojechać czymś mocnym. I scenarzyści znaleźli. Temat polskich wojsk na Bliskim Wschodzie. I puenta oczywista do przewidzenia ze sporym wyprzedzeniem. Sorry, ale jeśli chcieli mnie zaskoczyć, to muszą jeszcze popracować. I chyba pomylili kolejność dwóch ostatnich scen, bo tak jak jest to ani to suspens, ani nawet sens. Ale zobaczymy jak to rozwiążą za tydzień.

bezpośrednio: kamil@slowem.pl